Star Wars Legendy: Moc wyzwolona - projekt multimedialny

The Force Unleashed czyli Moc wyzwolona, podobnie jak Cienie Imperium były projektem multimedialnym osadzonym w uniwersum Gwiezdnych wojen. Podobnie też, dziś obie odsłony tego projektu są tylko częścią Legend. Wielu fanów uważa, że był to jeden z najmniej udanych fragmentów sagi i nie sposób się z tym nie zgodzić. Postanowiłem jednak wybrać się w jeszcze jedną sentymentalną podróż do galaktyki, którą znaliśmy. Przyjrzymy się obu częściom niesławnej gry komputerowej, a przede wszystkim napisanej na jej potrzeby muzyce. Ostrzegam jednak przed potencjalnymi spoilerami odnośnie fabuły i rozgrywki.
Początki Rebelii w nowym kanonie zostały nam opowiedziane w animowanym, na pierwszy rzut oka infantylnym, serialu spod ręki kapelusznika Filoniego, zatytułowanym Rebelianci. Zaledwie kilka lat wcześniej, kiedy Legendy były kanonem, ten wątek próbowano opowiedzieć w dwóch grach komputerowych, dziejących się krótko po wydarzeniach z filmowej części trzeciej zatytułowanej Zemsta Sithów, a na kilka lat przed częścią czwartą, znaną jako Nowa nadzieja. Część historii, która została zawarta w obu odsłonach gry opowiedział już w ramach nowego kanonu też pierwszy z aktorskich kinowych spin-offów Rogue One czyli Łotr 1, bowiem wykradzenie planów pierwszej Gwiazdy Śmierci zostały nam przedstawione właśnie tam, a przypomnijmy, że w The Force Unleashed swój wkład w ten wyczyn miał tutaj uczeń samego Mrocznego Lorda Sithów Dartha Vadera, niejaki Starkiller, znany także jako Galen Marek. Jak zapewne większość fanów wie Starkiller miało być pierwotnym nazwiskiem Skywalkera, a ostatecznie już w nowym kanonie wykorzystano to słowo jako nazwę superbroni Najwyższego Porządku, który poznaliśmy w Przebudzeniu Mocy, a z kolei imię Galen odziedziczył ojciec Jyn Erso z Łotra 1.

Warto jeszcze wspomnieć, że pod koniec lutego w ramach Kolekcji Komiksy Star Wars od wydawnictwa De Agostini, ukazał się tom, w którym znajdują się komiksowe adaptacje obu części gier.

The Force Unleashed (2008):

Soundtrack do pierwszej części gry zrealizowanej w 2008 roku nigdy oficjalnie nie został wydany. Był to promocyjny dodatek o łącznym czasie zaledwie dwudziestu siedmiu minut. Muzykę do The Force Unleashed skomponował Mark Griskey oraz częściowo Jesse Harlin. Mark Griskey wcześniej stworzył muzykę między innymi do Knights of the Old Republic 2: Sith Lords, a Jesse Harlin napisał ścieżkę dźwiękowa do growej adaptacji trzeciego epizodu, drugiego Battlefronta (tego z 2005 roku) oraz Republic Commando - obaj zatem nowicjuszami w świecie Star Wars z całą pewnością nie byli. Obaj również współpracowali ze sobą przy muzyce do drugiej części, która z kolei zawierała już pięćdziesiąt minut materiału. 

Płyty nie otwiera słynna fanfara Johna Williamsa, a nowy motyw napisany specjalnie na potrzeby gry przez Harlina. Nowa fanfara, zatytułowana tak jak gra jest utrzymana w mrocznych tonach i choć krótka doskonale wprowadza w opowieść. Druga kompozycja napisana już przez Griskeya to General Kota and the Control Room Duel - rozwijająca się powoli, ale utrzymana w marszowych tempach i zupełnie inaczej pomyślana niż zrobiłby to Williams i choć nawiązuje się do niego przywołując motyw Rebelii i rodziny Skywalkerów, to służy on jedynie za dodatek, bo reszta zyskała nową jakość. Świetny jest klimatyczny Infiltrating the Junk Temple czyli podróż przez świątynie Jedi na Raxus Prime. Nie brakuje w nim szybkich rozwinięć z bogatymi perkusjonaliami przywołującymi te znane z pościgu na Coruscant z drugiego epizodu sagi. Kolejny Drexls Raiders to mroczny motyw rodiańskiego rzezimieszka i złomiarza z którym walczy Galen i Vader. Zgrabnie został tutaj też wpleciony słynny Marsz Imperialny. Świetny jest utwór Approaching Felucia, którą na pewno kojarzycie z trzeciego epizodu. Lekki, ale niepokojący - idealnie opisujący ten piękny, kolorowy, ale i niebezpieczny świat.
Po nim pojawia się The Saarlac Unleashed w którym przywołuje się motyw przewodni gry i rozbudowuje go, a nawet nawiązuje do Duel of the Fates znanego z pierwszego epizodu. To bardzo dobry, mroczny i efektowny utwór również nie stroniący od delikatnych nawiązań do Williamsa i świetnego niepokojącego finału. Znakomicie wypada Maris and the Bull Rancor, który robi wrażenie zarówno w grze, jak i poza nią. Lżejszy, ale nadal mroczny utwór ósmy nosi tytuł PROXY and the Skyhook. Spotkanie holodroida z okrętem Skyhook na finał rozwija się do szybszych fragmentów i ponownie Griskey sięga w nim po jeden z motywów znanych z oryginalnej trylogii, ale nie ma tu mowy o nachalnym wstawianiu, a jedynie o lekkim nawiązaniu. Bardzo dobre wrażenie robi Redemption w którym marszowe tempo zostaje ponownie zwieńczone przywołaniem Marszu Imperialnego. Motyw przewodni dostała także kapitan imperialnej floty Juno Eclipse, w którym cudownie parafrazuje się romantyczny motyw HanaLei z piątego epizodu. Nie jest to przypadkowe, bo Galen Marek i Juno Eclipse się w sobie zakochują. Finał jest jedynie delikatnie zaznaczony i sugeruje, że dalej może pojawić się dowolny motyw Williamsa kończący któryś z filmów. Dodatkowo znalazł się na płycie utwór Harlina Ton'yy Rho's Uglehop w którym dominują perkusjonalia i etniczne dźwięki, które później Harlin rozwinie przy muzyce do Republic Commando.

Soundtrack do pierwszej odsłony gry, choć krótki jest naprawdę dobrze zrealizowany, nadal świeży i żywy. Orkiestracje są bogate, zwłaszcza we fragmentach bitewnych, a tych w tej grze nie brakuje. Sprawnie zostały tutaj rozłożone akcenty związane z motywami napisanymi przez Williamsa, bo ich przywołanie ma bardziej na celu sugestię, że mamy do czynienia z Gwiezdnymi wojnami i podkreślenie linearności historii, która ma miejsce między trzecim i czwartym epizodem. Nie zrobiono tego jednak tak nachalnie jak Williams uczynił to w przypadku części siódmej. Szkoda tylko, że materiał jest taki krótki, bo kiedy mija ma się uczucie niedosytu. Trudno się dziwić, utwory są tutaj bardzo krótkie - ich średni czas to dwie/trzy minuty, nie należy się więc spodziewać rozbudowanych  kompozycji, a jedynie coś w rodzaju szkiców i budowania nastroju, ale nie mam wątpliwości, że warto posłuchać go również poza grą, na przykład przy lekturze książki (pierwszy tom wyszedł swego czasu nakładem wydawnictwa Amber).

The Force Unleashed II (2010):

Podobnie jak muzyka do pierwszej gry, tak i ta do drugiej części nie została wydana oficjalnie. Mark Griskey ponownie wykorzystał fragmenty napisane przez Johna Williamsa, a niektóre nawet przekomponował, by lepiej ze sobą współgrały. Tym razem utwory na płycie są dłuższe, bo ich średni czas wydłużył się do pięciu/sześciu minut co pozwoliło też na większą ekspansję świata gry poprzez muzykę. Otwiera przebudowany w stosunku do pierwszej części gry Main Title and the Test Chamber intrygująco i świeżo łączący zarówno nową muzykę, jak i skrzętnie implikowane motywy Williamsa. Świetnie wypada środkowe zwolnienie, w którym przywołany zostaje Marsz Imperialny i płynne przejście w bardzo klimatyczny mroczny motyw. Kapitalnie wypada energetyczny Escape from Kamino w którym klon Galena ucieka z planety klonerów. Bardzo ciekawie brzmi Arrival on Cato Neimoidia gdzie Galen razem z Mistrzem Jedi Generałem Kotą będzie musiał zmierzyć się ze sobą i bestiami na arenie. Dobrze wypada niemal siedmiominutowy The Hanging City, który zaczyna się delikatnie, a potem się rozwija do efektownych, zarówno szybkich jak i lżejszych mrocznych fragmentów. Świetnie wypada Fighting the Gorog w którym Galen Marek mierzy się z gargantuicznym potworem.

Już po ucieczce z areny razem z Kotą udajemy się na Dagobah gdzie Marek spotka ukrywającego się tam Mistrza Jedi Yodę. Discovering Dagobah and the Cave z początku jest spokojny, ale utrzymany w niepokojącym tonie przywołując motyw przewodni gry, który świetnie łączy się z aurą tajemniczości zarówno wokół starego Mistrza Jedi jak i jaskini, którą w kilka lat później pozna także Luke Skywalker. Znakomicie wypada też utwór Aboard the Salvation w którym następuje konfrontacja z pająko-podobnymi robotami, i szturmowcami oraz najsłynniejszym łowcą nagród galaktyki Bobą Fett, który miał znaleźć na życzenie Vadera zarówno Galena jak również Juno Eclipse (ostatecznie Fett porywa Juno i ucieka na swoim Slave  I). Tu także nie brakuje epickiego klimatu i dramatycznej atmosfery. Przedostatnim i wcale nie zwalniającym, choć posiadający wolniejszy i bardziej mroczny wstęp jest Assault on Kamino, gdzie ponownie zostaje przywołany Marsz Imperialny. To, co zostało dopisane i przebudowane przez Griskey'a znakomicie zaś rozwinęło słynny motyw i nadało mu nową jakość. Wprawne ucho wyłapie nawet przeróbki mogące skojarzyć się z Ryszardem Wagnerem i jego Marszem Walkyrii. Dramatyczna konfrontacja Galena z Vaderem wywołuje piorunujący efekt nie tylko podczas rozgrywki, ale także przy samym słuchaniu muzyki. Ostatni numer (oczywiście po jasnej stronie Mocy) to przepiękne przywołanie zmodyfikowanego motywu miłosnego Hana i Lei z piątego epizodu z tym znanym z epizodu drugiego. The Reunion of Juno and Starkiller wycisza i kończy historię Galena, choć jak wiedzą Ci, którzy grali w grę - rozgrywka drugiej odsłony kończy skok statku Rogue Shadow w nadprzestrzeń, za którym od razu skacze Slave I Fetta. Tu także zwieńczenie kończy się tak, by po chwili mogły zabrzmieć finalne fanfary Williamsa, jednakże samo uderzenie również znakomicie kończy płytę.
Druga część, choć mniej udana od pierwszej, miała równie, a może jeszcze bardziej udany soundtrack, co pierwsze The Force Unleashed. Griskeyowi udało się nie tylko wprawnie oddać styl Williamsa (nie tylko przez korzystanie z jego muzyki i jej zgrabne przetwarzanie), ale także nadać muzyce z Gwiezdnych wojen zupełnie nowego wymiaru. Potężna dawka bitewnych, epickich fragmentów, których doskonale słucha się zarówno z grą jak i poza nią, ze szczególną przewagą tej drugiej opcji. Bogata orkiestracja i wprawne łączenie klasycznego podejścia Williamsa z nowym, świeżym spojrzeniem doskonale uzupełnia nie tylko sagę, którą kochamy, ale także potencjalną lekturę powieści napisanej na podstawie gry (druga książkowa odsłona nie została niestety jednak wydana w naszym kraju).

Podsumowanie:
The Force Unleashed oprócz gry komputerowej i adaptacji książkowych, doczekała się także wersji komiksowej oraz własnych figurek w ramach serii The Black Series zawierających limitowane modele postaci z gier czy książek w ramach Expanded Universe od Kennera, a nawet swojej minifigurki od LEGO. Fani Star Wars raczej nie mają dobrego zdania o tej zaledwie dwuczęściowej serii gier, chwaląc efektowne rozgrywki i historię, często poddawali w wątpliwość logikę, hipertroficzne umiejętności Galena Marka (jak choćby ściąganie na powierzchnię planety całego gwiezdnego niszczyciela za pomocą Mocy) czy rozprawiając o wyjątkowo chaotycznie przedstawianych początkach Rebelii. Dziś niekanoniczna gra może stanowić nadal ciekawą rozgrywkę w świecie, który kochamy, ale w chwili premiery mówiono, że lepiej jeszcze raz sięgnąć po oba KOTORy czy którąś z równie kultowych gier z serii Jedi Academy, nie da się jednak ukryć, że Griskey i Harlin wykonali kawał znakomitej roboty jeśli chodzi o muzykę, która po latach dalej robi doskonałe wrażenie, brzmi porywająco i świeżo, a nawet... bije na głowę to, czym obecnie raczy nas John Williams w pozostawiających sporo do życzenia soundtrackach do trylogii sequeli.

Oba soundtracki są w całości dostępne na stronie tracksounds.com (część I/część II).

Tekst pierwotnie ukazał się na łamach LupusUnleashed, a dla 
Świat Star Wars został zmodyfikowany, poprawiony i uaktualniony. 

Krzysztof "Lupus" Śmiglak (https://lupusunleashed.blogspot.com/)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziel się z nami swoją opinią na temat wpisu!

Niech Moc będzie z Tobą!

Copyright © 2016 Świat Star Wars , Blogger