Star Wars. Kolekcja Komiksów Marvela, tom 34: Ostatni Jedi - recenzja

Star Wars. Kolekcja Komiksów Marvela, tom 34: Ostatni Jedi - recenzja
Każdy film z uniwersum Gwiezdnych wojen ma komiks. Po Przebudzeniu Mocy, który ukazał się w drugim tomie Kolekcji Komiksów Star Wars Marvela, Ostatni Jedi nie jest oczywiście wyjątkiem. Adaptacją zajął się Gary Whitta, który wcześniej napisał tylko opowiadanie w zbiorze powieści Z pewnego punktu widzenia, ale pracował jako scenarzysta przy Łotrze 1 i serialu Star Wars: Rebelianci. Komiks jest więc dla niego nową rzeczą. Zespół rysowników składa się z Michaela Walsha, Mike'a Spicera i Josha Hixona. Tłumaczenie wykonał Justin Aardvark.
Opis dostarczony przez wydawnictwo:
Drugi przebój z trylogii sequeli pojawia się jako porywający komiks. Najwyższy Porządek jest gotów zmiażdżyć ostatnią bazę Ruchu Oporu. Tylko bohaterowie Poe Dameron, Finn i Rey, która prosi ostatniego Jedi Luke'a Skywalkera o wyszkolenie ich, mogą temu zapobiec.

W przeciwieństwie do komiksowej adaptacji Przebudzenia Mocy, nie znajdziecie tu historii z filmu opowiedzianej w sposób 1:1, ale rozbudowaną narrację fabuły, ale z drugiej strony niektóre elementy z filmu zostały skrócone. Większość scen komediowych znalazła się w komiksie, co wielu krytyków filmu powinno ucieszyć.

Ponieważ często oglądałem ten film, nie tęsknię za wyciętymi i brakującymi częściami w komiksie, ale jestem nawet bardziej zadowolony z miejsca na nowe treści, których nie ma mało. Zwłaszcza myśli Luke’a zostały pięknie przedstawione w niektórych miejscach.

Przez te cięcia, w scenach takich jak śmierć Paige lub rozerwanie miecza świetlnego Anakina, sceny tracą na dramatyczności. W filmie dramatyczność jest tworzona poprzez muzykę i zabawę z czasem w tych miejscach, ale w komiksie są one obsługiwane w czterech panelach. Ale to nie jest słabość implementacji, ale raczej słabość samego medium.

Kolejny problem z tymi cięciami pojawia się, gdy części istotne dla fabuły znikają. Szczególnie zauważyłem brak zniszczenia promu Ruchu Oporu w Canto Bight. W komiksie Finn i Rose biegną bezpośrednio na klif i są tam zabierani. Jako czytelnik można się zastanawiać, dokąd teraz zmierzają i dlaczego nie uciekają do promu, którym przylecieli. Ta komiksowa adaptacja działa moim zdaniem nie tylko samodzielnie, ale tylko w połączeniu z filmem.

Przejdźmy do złej części komiksu, czyli rysunków. Naprawdę nie jestem w stanie opisać tego, czego nie lubię w rysunkach, ale są one po prostu złe w moich oczach, ale spójrzcie na nie sami.
Wiele paneli jest raczej ciemnych i zawiera niewiele szczegółów, a twarze bohaterów pojawiają się bardzo rzadko. Bez ubrań prawdopodobnie nie rozpoznalibyśmy postaci zbyt często. Ale oczywiście nie wszystkie rysunki są złe, jest kilka miłych wyjątków.

Recenzja adaptacji byłaby niekompletna bez mojego komentarza do tłumaczenia. Zastanawiam się, jak można nieprawidłowo przetłumaczyć nazwę, jeśli nie ma potrzeby jej tłumaczenia. Na pierwszej wzmiance o kapitanie Canady napisano „Kennedy”, ale później jest już nazywany jako „Canady”. Prawie każdy komiks ma takie problemy i za każdym razem zastanawiam się, jak coś takiego przechodzi przez korektę.

Ponadto Panini wydrukowało podwójną stronę na dwóch różnych stronach, a nie na sąsiednich, dzięki czemu epicka strona nie mogła działać, zgodnie z planem autora i rysownika. Dla wydawcy, który publikuje komiksy od dziesięcioleci, przynajmniej takie podstawy powinny być poprawne.
Ogólnie jestem trochę zmieszany. Podobała mi się adaptacja i miałem tendencję do przyznania oceny 7 na 10. Niestety, rysunki są tak złe, że dużo psują w odbiorze komiksu, więc przyznaję komiksowi ocenę 6 na 10. Jeśli nie przeszkadzają ci rysunki i ich styl, to mogę polecić Ci ten komiks, ponieważ ma on wartość dodaną w porównaniu z filmem.

Materiał dodatkowy składa się z rozdziału Historia i galerii okładek, która zawiera sześć amerykańskich okładek, które niestety są drukowane razem tylko na dwóch stronach. Marco Ricompensa po raz kolejny dostarcza w swoim rozdziale jedynie obszernego streszczenia.

Ocena: 6/10
Fabuła: 7/10
Rysunki: 310
Jakość wydania: 10/10

Dziękuję wydawnictwu Panini Verlags GmbH za przekazanie egzemplarza recenzenckiego.
Ich danke Panini Verlags GmbH für die freundliche Bereitstellung des Rezensionsexemplars.

Uwaga! Kolekcja ukazuje się jedynie w Niemczech! W Polsce recenzowany komiks niestety nie ukazał się.

Szczegóły:
Tytuł: Star Wars. Kolekcja Komiksów Marvela, tom 34: Ostatni Jedi
Tytuł niemiecki: Star Wars. Die Marvel Comics-Kollektion, Band 34: Die letzten Jedi
Tytuł oryginalny: Star Wars. The Last Jedi
Autor: Gary Whitta
Rysunki: Josh Hixon, Michael Walsh, Mike Spicer
Tłumaczenie: Justin Aardvark
Wydawnictwo: Panini Verlags GmbH
Data premiery: 16 sierpnia 2022
Liczba stron: 144
Oprawa: twarda
Cena: 16,99

Zapowiedź komiksu Star Wars. Wojna łowców nagród: Jeszcze jedno zadanie

Zapowiedź komiksu Star Wars. Wojna łowców nagród: Jeszcze jedno zadanie
Ta antologia zawiera cztery one-shoty, które zostały opublikowane w ramach crossovera Wojna łowców nagród. Justina Ireland opowiada kolejną część historii o Jabba the Huttcie, Daniel José Older przedstawia dalsze doświadczenia zabójczego duetu 4-LOM i Zuckuss, Alyssa Wong przedstawia Boushha, a Rodney Barnes uzupełnia listę łowców nagród z IG-88. Poniżej tradycyjnie znajdziecie szczegóły wydania oraz okładkę.
Tytuł: Star Wars: Wojna łowców nagród: Jeszcze jedno zadanie
Opis:
Pojedynczy album z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Prosta misja Boby Fetta, polegająca na dostarczeniu zamrożonego w karbonicie Hana Solo i odebraniu zapłaty, kończy się chaosem i wybuchem wojny łowców nagród, która ogarnia galaktykę, zaś ulubieńcy fanów z ciemniejszej strony uniwersum Gwiezdnych Wojen mają szansę zabłysnąć! Zawiedziony przez swojego najbardziej zaufanego łowcę nagród Jabba brutalnie odreagowuje rozczarowanie. W najlepszej drużynie doszło do podziału i 4-LOM walczy z Zuckussem... Co mogło ich poróżnić? Odkrywamy wczesne przygody Boushha, gdy legendarny wojownik dostaje zlecenie, żeby zabić Dominę Tagge. Do akcji wkracza też morderczy droid IG -88!


Zawartość: WAR OF THE BOUNTY HUNTERS COMPANION: #1-4
Autor: Alyssa Wong, Daniel José Older, Justina Ireland, Rodney Barnes
Rysunki: Luca Pizzari, Ibraim Roberson, Guiu Vilanova, Kei Zama, David Baldeón
Tłumaczenie: Katarzyna Nowakowska
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 136
Wymiary: 167 x 255 mm
Cena: 49,99 PLN
Data premiery: 25 stycznia 2023

Zamierzacie zakupić ten komiks?

Star Wars Film: Skywalker. Odrodzenie - komiks na podstawie filmu - recenzja

Star Wars Film: Skywalker. Odrodzenie - komiks na podstawie filmu - recenzja
Wraz z premierą komiksu Skywalker. Odrodzenie – komiks na podstawie filmu wydawnictwo Egmont zakończyło serię powieści graficznych dla młodzieży autorstwa Alessandro Ferrariego, który zaadaptował wszystkie dziewięć filmów z Sagi Skywalkerów. Oczywiście nie można jeszcze powiedzieć, czy w kolejnych latach nie pojawią się w naszym kraju kolejne adaptacje tego autorstwa, w kolejce czekają bowiem jeszcze adaptacja Łotra 1 i Hana Solo, a także pierwszego i drugiego sezonu The Mandalorian.
Ten komiks prawdopodobnie jest też jedynym związanym z tym filmem, ponieważ wydawnictwo Marvel anulowało swoją komiksową adaptację filmu The Rise of Skywalker.

Opis dostarczony przez wydawnictwo Egmont:
Seria „Star Wars Film” to adaptacje komiksowe filmów z uniwersum Star Wars: od tych najstarszych („Nowa nadzieja”) po najnowsze („Przebudzenie Mocy”). Po raz pierwszy klasyczne filmowe historie zostały przedstawione w komiksach kierowanych do najmłodszych czytelników (już od 8. roku życia), którzy dopiero poznają odległą galaktykę i być może nie obejrzeli jeszcze wszystkich części gwiezdnej sagi. Wojna między światłem a ciemnością dobiega końca. Kylo Ren, nowy Naczelny Wódz Najwyższego Porządku, udaje się do Nieznanych Regionów w poszukiwaniu tajemniczej istoty, która może dać mu siłę do zniszczenia Ruchu Oporu. Generał Leia Organa i jej sojusznicy usiłują zbudować flotę zdolną mu się przeciwstawić. Pośrodku stoi Rey – przyszłość rycerzy Jedi – nawiedzana przez mroczne wizje i prawdę, z którą nie może się pogodzić…

Tak jak poprzednio, autor musi zachować równowagę między skracaniem długiego filmu do formatu komiksowego. Niestety udało mu się to tylko w ograniczonym stopniu. Pierwsze sceny zmieniają się co dwie strony, co utrudnia trochę czytanie. To sprawiło, że komiks cierpiał na tym samym, co film: akcja zarówno komiksu, jak i oryginalnego filmu pędzi na łeb na szyję. Z powodu wszystkich cięć, Babu Frik jest niestety jeszcze bardziej bezbarwny niż w filmie. Mimo to Alessandro Ferrari zdołał zmieścić w komiksie najważniejsze sceny z filmu, a czytanie komiksowej historii nie sprawia wrażenia, że coś ważne zostało pominięte.
Na początku komiksu dostajemy stronę z Rey i Kylo Renem, z których dowiadujemy się, co wydarzyło się do tej pory, a następnie kolejną stronę, tradycyjnie o najważniejszych złoczyńcach i bohaterach tej historii. Poprzez te retrospekcje na piśmie czytelnik uzyskuje łatwiejsze wprowadzenie do obecnej historii i nie zostaje wrzucony bezpośrednio w zbyt szybki przebieg fabuły.

Myślę, że rysunki po raz kolejny są bardzo dobre. Tak jak lubiłem je w poprzednich tomach, tak i tutaj nie mogę powiedzieć nic negatywnego o stylu rysowania. W końcu to komiks dla młodszych czytelników, więc nie oczekujmy tutaj cudów. Wszystkie postacie można bardzo łatwo rozpoznać, a tła zawierają czasami więcej szczegółów niż normalne marvelowe komiksy.
Fajnie, że zaangażowano po raz kolejny ten sam zespół kreatywny z Igorem Chimisso (rysunki, tusz), Matteo Pianą (rysunki) i Davidem Turotti (kolory), ponieważ nie zmienia to wyglądu poszczególnych komiksów. Niestety z okładką jest inaczej. Jednolity styl został zachowany dla Epizodów I - VII, a także dla Epizodu IX. Poszczególne trylogie mają niewielkie zmiany w liternictwie, ale nadal są takie same w obrębie jednej trylogii. Tylko Ostatni Jedi jest tutaj zupełnie nie dopasowany. Jako kolekcjoner nie rozumiem takich decyzji. Dlaczego jako wydawca nie mogli wydać tego w spójny sposób, zwłaszcza, że okładka oryginalna Ostatniego Jedi była spójna z pozostałymi?

Co szczególnie niepokoiło mnie w komiksie, to to, że niektóre dymki były wydrukowane tak blisko zagięcia pośrodku, że można było je przeczytać tylko, jeśli zrobiło się zagięcie w grzbiecie komiksu. Rozumiem, że chcesz umieścić jak najwięcej materiału graficznego na jednej stronie tego tomu i dlatego zaniedbujesz krawędzie, ale wtedy dymki można nieco zmienić, przesunąć, aby nie znikały w załamaniu...
Komiksowi przyznaję ocenę 5 na 10, bo tym razem autorowi nie udało się tak dobrze zaadaptować filmu, jak było to w przypadku wcześniejszych adaptacji. Nie podobało mi się też rozmieszczenie paneli i dymków, no i oczywiście okładka odstająca stylem od pozostałych. Dobre rysunki i ładne intro są plusami tego wydania.

Ocena: 5/10
Fabuła: 5/10
Rysunki: 7/10
Jakość wydania: 8/10

Dziękuję wydawnictwu Story House Egmont Polska za przekazanie egzemplarza recenzenckiego.

Szczegóły:
Tytuł: Star Wars Film. Skywalker. Odrodzenie – komiks na podstawie filmu
Tytuł oryginalny: Star Wars. The Rise of Skywalker – Junior Graphic Novel
Autor: Alessandro Ferrari
Rysunki: Igor Chimisso, Matteo Piana
Tłumaczenie: Maciej Drewnowski
Wydawnictwo: Story House Egmont Polska
Data premiery: 9 listopada 2022
Liczba stron: 80
Oprawa: miękka
Cena: 29,99 PLN

Okultyzm w Gwiezdnych wojnach | Halloween

Okultyzm w Gwiezdnych wojnach | Halloween

Z okazji tegorocznego Halloween odkrywamy sekrety Wiecznych Sithów, Sióstr Nocy i wielu innych, mrocznych i ciemnych, okultystycznych elementów Gwiezdnych wojen.

Zbierzcie się wokół wielbiciele okultyzmu, opowiemy Wam o piętnie jakie odcisnęła na Gwiezdnych Wojnach ta straszliwa, przerażająca i wymykająca się wyjaśnieniom dziedzina wiedzy tajemnej. Na przestrzeni ostatnich lat, okultyzm - mistyczne, magiczne wierzenia i fenomeny, których nie da się po prostu wyjaśnić - rosły w siłę w odległej galaktyce. Od nawiedzonych miast i fanatycznych kultów, aż po złowieszcze istoty. Gwiezdne wojny naprawdę mogą przerażać. Celebrując tegoroczne Halloween, przyglądamy się wszystkim okultystycznym elementom z Gwiezdnych wojen. 

Wieczni Sithowie
Intencjonalnie lub nie, w 2019 roku Skywalker.Odrodzenie, wprowadził do Gwiezdnych Wojen erę okultyzmu. Gromadzący się na Exegolu od wieków, Wieczni Sithowie byli szalonym kultem ciemnej strony mocy, którzy na swojego lidera obrali Dartha Sidiousa. W jednej ze scen wywołujących gęsią skórkę, Rey staje twarzą w twarz z mrocznym widmem, ale nie jest tam sam. Rozglądając się dookoła sali tronowej, zauważa, że spoglądają na nią hordy ludzi, modlących się oto, co jak mają nadzieję, ma nadejść: poświęcenie i początek końca galaktyki. [Więcej o tym przerażającym kulcie dowiecie się ze znakomitej książki Shadow of the Sith Adama Christophera - powieść ta nie została jeszcze wydana w Polsce.]

Przypadki Doktor Aphry
Osławiona archeolożka i poszukiwacza kłopotów Doktor Aphra może być posądzana za królową okultyzmu w galaktyce Gwiezdnych Wojen, ma bowiem na swoim koncie naprawdę dziwne artefakty skryte dotąd pośród gwiazd. W komiksie Marvela Doktor Aphra z 2020 roku, Aphra poszukuje Pierścieni z Vaale, legendarnych przedmiotów, które mogą dać temu lub tej, który/a je posiada fortunę i wieczne życie, za pewną cenę. Towarzyszą jej studentka Uniwersytetu Cienia Detta Yao, była profesor Doktor Eustacia Okka, szmugler i zabójca Just Lucky i łowca nagród Krrsantan. Aphra i jej załoga odkrywają jak najbardziej prawdziwe i najwyraźniej opuszczone miasto Vaale na planecie Dianth, gdzie jak głosi legenda miały być stworzone pierścienie. Być może jest to jedna z najbardziej nawiedzonych lokacji w Gwiezdnych Wojnach, gdyż ściany Vaale żyją, a swoim śpiewem doprowadzają ludzi do szaleństwa. Podczas gdy jej ekipa przeszukuje ruiny w celu znalezienia pierścieni, każdy z osobna doznaje przerażających wizji i iluzji, nie mogąc w tych wydarzeniach znaleźć żadnej logiki. Aphra przypuszcza, że wszyscy doznają halucynacji, aby wyjaśnić to, co jest niewyjaśnialne. [Więcej na ten temat przeczytasz w komiksie Doktor Aphra: Szczęście i Los wydanym w Polsce przez wydawnictwo Egmont.]

W innej przerażającej historii, Doktor Aphra skrzyżuje swoje ścieżki z antycznym "różdżką myśli" Ascendentów, urządzeniem mogącym wzmacniać myśli użytkownika, ale także zmuszać innych do wykonywania rozkazów. Ascendenci, to kult ciemnej strony który istniał w odległej przeszłości, tworzący technologie tak przerażające, że nawet Sithowie trzymali się od nich z daleka. Aphra jednakże, w swojej ignorancji, wierzyła, że może użyć urządzenia przez wykorzystanie luki, wpinając się w nie swoimi elektro-tatuażami. Aphra odniosła sukces używając dawcy myśli, pozwalając jej uciec do wrogów, ale oczywiście musiała za to zapłacić odpowiednią cenę: w rezultacie użycia różdżki myśli Aphra usmażyła swoje ramię, sprawiając że jej tatuaże stały się bezużyteczne. Nie będzie to jednakże jedyne zetknięcie z różdżką myśli i technologią Ascendentów. [Więcej na ten temat przeczytasz w komiksie Doktor Aphra: Wojny Łowców Nagród wydanym w Polsce przez Egmont oraz niewydanym jeszcze w Polsce komiksie Doctor Aphra: Crimson Reign, będącym częścią kolejnego crossoveru pod tytułem Crismon Reign.]

Shrii Ka Rai
Niewyjaśnione rzeczy pojawiają się także w inicjatywie wydawniczej Wielka Republika. Wieki przed czasem Aphry, w samym środku ery znanej jako Wielka Republika, Zakon Jedi borykał się z problemem everiniańskiej rodziny Ro. Rodzina Ro posiadała broń - "Wielkiego Niwelatora" jak go nazywali - przeciwko Jedi, ale nie był to żaden blaster, ani miecz laserowy. Była to istota zdolna zmieniać Jedi w pył. Ostatecznie, Wielki Niwelator został pogrzebany w lodowym grobowcu, ponieważ stał się zbyt niebezpieczny, by go opanować. [Więcej na ten temat możecie przeczytać w komiksie Eye of the Storm. Komiks nie został jak dotychczas wydany w Polsce.] Z czasem, istota została zapomniana i stała się legendą, a nawet częścią rymowanki Jedi: "Shrii Ka Rai Ka Rai, przyjdą aby zabrać Cię".

Było tak do czasu, gdy w późniejszym okresie tej ery, istoty te obudzą się, by terroryzować Jedi borykających się z nowym galaktycznym zagrożeniem - Nihilami. Nihilowie byli organizacją maruderów, którzy za wszelką cenę chcieli utrzymać Republikę i Jedi z dala od swoich terytoriów. Ich jeźdźcy byli okrutni i często używali trujących gazów przeciwko swoim wrogom.

Grupa była dowodzona przez Marchiona Ro, potomka wspomnianej rodziny Ro, lidera znanego jako "Oko Nihilów". Jako Oko, Marchion odnalazł zwierzątka swoich przodków i ponownie skierował je przeciwko Jedi, sprawiając, że ich ciała w niewyobrażalny sposób stawały się kamieniem, a następnie zamieniały w pył. Ro kontrolował te bestie za pomocą berła, które miało klejnot w samym środku głowni w kształcie półksiężyca. Jak działało tajemnicze berło nie zostało jak dotąd wyjaśnione, a Jedi są zdesperowani wiedzy o tym, czy istoty mają jakąkolwiek słabość. [Więcej przeczytacie w komiksie Szlak Cieni, który ukaże się w Polsce 7 grudnia tego roku nakładem wydawnictwa Egmont.]

Sztuki mistyczne i magiczne
Choć wiele obecnych historii skupia się na okultyzmie, pojawił się on w odległej galaktyce już wcześniej. Mistyczne Nocne Siostry z Dathomiry są typowym przykładem okultyzmu, parającym się czarami i mistycyzmem. Te kobiety miały intensywne połączenie ze swoim światem i jej ciemnymi mocami, używając ich do koncentrowania swojej magii, by rzucać zaklęcia, odprawiać rytuały, a nawet do warzenia różnych wywarów. W odcinku serialu animowanego Wojny Klonów zatytułowanym "Masakra", stara Nocna Siostra, Old Daka, używa swojej magii, by wskrzesić zmarłe siostry. Siostry powstają z martwych i bronią swoich żywych krewniaczek, z pomocą wściekłych ataków i przerażających skrzeków przeciwko Generałowi Grievousowi i jego armii droidów - co z pewnością było szokiem dla ich obwodów.

Tymczasem, Matka Talzin z pomocą włosa Hrabiego Dooku, zabawia się pacynką Lorda Sithów, która pozwala jej na kontrolowanie jego ramion z dużych odległości. Dooku cierpi na Serenno, gdy Matka Talzin dręczy swoją lalkę na oddalonej wiele parseków Dathomirze. Z tymi wiedźmami bowiem lepiej nie zadzierać.

Strach przed Imieniem
Mimo krótkiego czasu ekranowego w Gwiezdnych Wojnach, Kult Frangawl może być jednym z najstraszniejszych w galaktyce. Widziany w dwuczęściowym odcinku Wojen Klonów "Zaginieni", kult z Bardotty czcił demoniczną istotę znaną jako Malmourral, który był bardottańskim demonem wojny. Jak większość bóstw, jego fizyczna manifestacja nie istniała, ale to nie przeszkodziło kultowi Frangawl modlić się do niego w podziemnej świątyni.

Gdy modlenie się do demona wojny nie wystarczało, kult ten skłaniał się ku przerażających praktykom składania ofiar. W "Zaginionych", kult Frangawl zaczął łapać i poświęcać członków Rady Bardotty (rządzącej Bardottą) Malmourralowi. Ofiary te były częścią rytuału, w którym skazywano nieszczęśników na śmierć poprzez wkroczenie w tak zwane "usta demona". Jego żołądek miał porazić prądem i w niewyjaśniony sposób przenieść ich Żywą Energię do "żywej sfery" kultu, która mogła być użyta do odtworzenia siły innych użytkowników Mocy. Jak to tak naprawdę działało pozostaje tajemnicą, ale bezpiecznym określeniem, będzie powiedzenie, że kult ten, był zdolny do nadprzyrodzonego fenomenu.

Jak widać na przestrzeni historii i er, okultyzm w Gwiezdnych wojnach ma się nadzwyczaj dobrze...

Źródło: starwars.com
Tłumaczenie: Lupus

5 najstraszniejszych pomocników z Gwiezdnych wojen | Halloween

5 najstraszniejszych pomocników z Gwiezdnych wojen | Halloween

Nie zawsze jest tak, że najbardziej powinieneś lub powinnaś obawiać się największego złoczyńcy, a raczej tego lub tej, kto stoi obok niego.

W Gwiezdnych wojnach jest wiele potworów, ale czasami najbardziej przerażającymi istotami nie są potwory z ostrymi jak brzytwa zębami. Czasami bowiem strach może wzbudzić spokojny najemnik, szalony doktor albo małe zwierzątko z przerażającym śmiechem. Mogą znaleźć się pośród przestępczego półświatka albo w szeregach Najwyższego Porządku, ale to, co ich łączy jest fakt, iż sprzymierzyli się z największymi kryminalistami oraz łajdakami odległej galaktyki. Tą straszącą grupą nie są jednak Sithowie, ani wojownicy Ciemnej Strony; postacie, które wymieniamy na tej liście są przerażające same  w sobie. W duchu tegorocznego Halloween, przedstawiamy Wam listę pięciu najbardziej przerażających pomocników w historii Gwiezdnych wojen.
1. Cornelius Evazan
W przypadku Doktora Evazana i Pondy Baby, nie do końca jest jasne kto tak naprawdę jest pomocnikiem w tym dziwnym związku. Jednakże, postanowiliśmy umieścić na tej liście właśnie Doktora Evazana ponieważ jest nie tylko ściganym, ale jest doktorem, który ma wyrok śmierci w dwunastu systemach. Niegdyś obiecujący chirurg kosmetyczny, Doktor Evazan jest znany w całej galaktyce z przeprowadzania okrutnych eksperymentów i zostawiania swoich pacjentów rozczłonkowanych lub okropnie okaleczonych, jak na przykład widziana w filmie Solo, przedstawicielka Dekapitowanych. Połączył siły z Pondą Babą po tym jak Aqualish uratował mu życie i razem popełnili wiele zbrodni w całej galaktyce. Doktor Evazan jest nieprzewidywalny, zuchwały i jak się okazuje, nie najlepszym pomocnikiem do posiadania u swojego boku, gdy dochodzi do bójki w barze z Jedi. Jednakże, gdy kończyna jest już ucięta, Doktor Evazan z całą pewnością z radością zabierze się do kolejnej operacji.

2. Fennec Shand
Jest tajemnicza, silna i spokojna jak kot, którego nie rusza zupełnie nic. Fennec Shand jest kimś, kogo każdy chciałby mieć u swojego boku, zwłaszcza jeśli musisz mierzyć z armią mrocznych szturmowców. Drżyjcie jednak wrogowie Fennec - ma zabójcze zdolności snajperskie, dające jej korzyść ataku z dowolnego kąta, a do tego całkowicie bezszelestnie. Jest także bardzo uzdolniona w walce wręcz i może powalić każdego lub cokolwiek. Fennec jest najemniczką i łowczynią nagród, więc jest lojalna tylko wobec siebie samej. A przynajmniej było tak do momentu, gdy Boba Fett odkrył ją porzuconą na pewną śmierć na pustyni Tattooine. Po tym jak Fett uratował jej życie, Fennec przysięga mu lojalność i razem stają się duetem nie do powstrzymania. Nie ma bowiem nic bardziej przerażającego od łowców nagród pracujących razem.

3. Salacious B. Crumb (Obleśny Okruch)
Są tacy, którzy roześmiali się na samą myśl, że Salacious B. Crumb może być straszny. Jeśli jednak przyjrzeć się tej konkretnej kowakiańskiej małpojaszczurce, okaże się, że jest bardziej przerażająca niż myślisz! Umoszczony w ogonie Jabby, Okruch wydaje się na pierwszy rzut oka bardzo uroczy. Ich towarzystwo i przyjaźń może wydawać się nawet słodka, jeśli tylko nie sieją spustoszenia wobec każdego znajdującego się w ich pobliżu. Począwszy od tortur po śmiercionośne układy, jest zawsze po prawej stronie Jabby, śmieje się i podkręca go. Rzucić kogoś na wybieg rancora? Piszczy z zadowolenia. Grozić Jedi? Z radością na to przyklaśnie. Cieszy go i bawi ból oraz niedola innych. Z całą pewnością, jest mały, ale nie ma to znaczenia, bo jest związany z jednym z najbardziej wpływowych gangsterów Zewnętrznych Rubieży. Mądrze jest nie zadzierać z Okruchem, chyba że lubi się słuchać jego śmiechu... gdy spadasz w dół pułapki.

4. Generał Hux
Każdy dobry złoczyńca ma swojego zaufanego pachołka, który wykona każde zlecenie. W przypadku Najwyższego Wodza Snoke'a, Generał Hux chętnie oddaje się roli oddanego sługi. Armitage Hux pragnie porządku i władzy. Ma obsesję na punkcie gaszenia działań Ruchu Oporu i zaznacza swoje zdanie krzycząc na każdego kto znajdzie się w jego pobliżu. Z powodu napiętych relacji ze swoim ojcem, Dowódcą Brendolem Huxem, Armitrage widzi Snoke'a jako pozbawionego strachu lidera i figurę ojca. Delektuje się każdym momentem w którym Snoke osobiście wydaje mu rozkaz i zrobi wszystko, co w jego mocy, by zranić każdego kogo musi, by uzyskać uznanie Snoke'a. Gdy tylko rywal Huxa, Kylo Ren jest w pobliżu, relacje zamieniają się w dwójkę rodzeństwa walczącego o uwagę rodzica. Generał Hux jest lojalnym pomocnikiem Snoke'a, ale gdy Najwyższy Wódz zginie z ręki Kylo Rena, skupia całą swoją uwagę na zemście.

5. Chewbacca
Czy można czegokolwiek nie kochać w Chewiem? Jest lojalnym kompanem, słodkim futrzakiem i rozdaje swoje ciepłe uściski Wookiego. Chewbacca może być świetnym przyjacielem Hana Solo, ale nie jest przyjacielem Imperium, ani Najwyższego Porządku. Dla swoich wrogów, Chewbacca jest wojownikiem i Wookiem, którego należy się obawiać. Każdy wie, że nie dobrze jest denerwować Wookiego, ponieważ są dobrze znane z wyrywania ludziom ramion. Może teraz są doskonałymi kumplami, ale kiedy się spotkali po raz pierwszy, Han musiał najpierw ukoić gniew Wookiego. Kiedy Chewiee się gniewa, staje się bestią. Jego spokojne warczenie przemienia się w straszliwy ryk. Jego długie ramiona są zdolne do pomiatania każdym w pobliżu i za jednym zamachem jest zdolny do pozbycia się swojego przeciwnika. Chewiee jest także utalentowanym strzelcem wyborowym uwielbiającym swoją kuszę, niosącą zniszczenie bronią, którą sam sobie zbudował. Gdy przychodzi do ratowania jego przyjaciół, zrobi wszystko co trzeba, by to uczynić. Jest pozbawionym strachu lojalnym druhem, ale jeśli dojdzie do gry w holoszachy z Chewbaccą - pamiętaj: zawsze pozwalaj Wookiemu wygrać.

Źródło: starwars.com
Tłumaczenie: Lupus

Dlaczego Bor Gullet jest tak straszny? | Halloween

Dlaczego Bor Gullet jest tak straszny? | Halloween

Bor Gullet pozna każdą prawdę...
Istota kryjąca się w cieniu odpychała go, obnażała na poziomie zbyt intymnym, by móc wyrazić to słowami. - nowelizacja Łotra 1 autorstwa Alexandra Freeda
W galaktyce wypełnionej dziwnymi i niezwykłymi istotami, Bor Gullet wydaje się (wyślizgiwać?) być najstraszniejszą.

Gwiezdne wojny ma gro istot, które może wyskoczyć z ciemności. Począwszy od skrzeczących mynocków w ciemnych jaskiniach asteroid, aż po syczącego vexisa zaczajonego w zamglonych jaskiniach pod powierzchnią piasków Pasaany. Nic jednak nie będzie bardziej złowrogie i wywołujące ciarki na plecach jak Bor Gullet, który po raz pierwszy pojawił się w Łotrze 1. Skoro więc mamy sezon na straszne istoty, jest to czas idealny, by dowiedzieć się dlaczego to właśnie on jest najstraszniejszy.

Szkice koncepcyjne autorstwa Ivana Manzelli
Bor Gullet jest tak tajemniczy, że niewiele o nim wiadomo, nawet w odległej galaktyce. Kartkując Rogue One: Ultimate Visual Gide również nie dowiemy się wielu szczegółów. Brak lub niedostatek informacji o nim sprawia, że ta nieprzenikniona istota jest jeszcze bardziej przerażająca.

Bor Gullet jest złożony z tajemnic. Nie wiemy jaką planetę w najciemniejszych zakamarkach galaktyki nazywa swoim domem. Nie wiemy jak Bor Gullet i Saw Gerrera się spotkali. Nie wiemy czy związał się z Partyzantką z własnego wyboru. Odpowiedzi na te pytania zapewne już na zawsze pozostaną pogrzebane w ruinach Jedhy.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyliśmy go wyłaniającego się z mroku w kryjówce Sawa Gerrery, większość z nas pewnie marzyła żeby tam pozostał. Ze swoimi falującymi mackami i masywnym, śliskim ciałem, z całą pewnością sprawił, że jedno spojrzenie na niego i jego upiorny występ wystarczyło, by zostać w pamięci wielu z nas już na zawsze. (Rancor i Wampa wydają się niemal słodkie w porównaniu z nim).
Najbardziej jednak przerażające jest to, do czego jest zdolne. Bodhi Rook przekonał się o tym na własnej skórze - Bor Gullet może wyczyścić Ci pamięć i pozbawić świadomości jednym dotknięciem swoich oślizgłych macek. Najukochańsze wspomnienia minionych dni. Bezcenne momenty radości. Głęboko ukryte sekrety. Wszystkie mogą być bezlitośnie zabrane przez Bor Gulleta.

Istoty z Gwiezdnych wojen czające się na przysmak złożony z naszych ulubionych bohaterów są z całą pewnością straszne - począwszy od dianogi w brudnym płynie w zsypie na śmieci aż po morskiego zabójcę opee w głębokich wodach Naboo - ale atakują instynktownie. Nikt i nic jednak nie ma takiego apetytu i możliwości jak Bor Gullet. Najgorsze jest jednak to, że nie ma żadnej metody obrony przed jego atakiem gdy wszystkie twoje najstraszliwsze koszmary i najskrytsze wspomnienia zostaną obnażone przez Bor Gulleta i jego niekończące się łaknienie silnych emocji.
Jest jasne, że jeśli raz spotkasz się z tą istotą, już nigdy nie będziesz taki sam. Bodhi Rook długo dochodził do siebie stając się nieocenionym członkiem Rebelii, ale kto wie jakie wizje nawiedzały go w następnych miesiącach albo nawet latach? Bor Gullet dodaje do świata Gwiezdnych wojen zupełnie nowego wymiaru strachu, stając się zdecydowanie najstraszniejszą istotą odległej galaktyki.

Źródło: starwars.com
Tłumaczenie: Lupus

Star Wars. Mistrz i uczeń - Claudia Gray | recenzja powieści

Star Wars. Mistrz i uczeń - Claudia Gray | recenzja powieści
26 października 2022 roku wydawnictwo Olesiejuk opublikowało polskie wydanie powieści Master & Apprentice Claudii Gray. Książka w naszym kraju nosi tytuł Mistrz i uczeń, a jej tłumaczeniem zajęła się Marta Duda-Gryc. Okładka wydania została stworzona przez Alice X. Zhang. Możemy na niej zobaczyć mistrza Jedi Qui-Gona Jinna i jego padawana Obi-Wana Kenobiego, tak jak znamy ich z Epizodu I: Mroczne widmo.
Wydawca udostępnił nam następujący opis powieści:
Dwaj Jedi zostają wysłani na planetę Pijal, by wesprzeć Raela Averrossa, rycerza, a zarazem lorda protektora młodej władczyni. Wkrótce odbędzie się uroczystość podpisania konstytucji, co ma wprowadzić nowy ustrój polityczny i sprawić, by świat ten zaczął pełnić istotną rolę gospodarczą w tym zakątku galaktyki. Jednak nie wszyscy poddani księżniczki Fanry wydają się być zachwyceni zmianami, czemu dają wyraz w brutalny sposób. Czy Obi-Wanowi i Qui-Gonowi uda się rozwikłać zagadkę i naprawić psujące się między nimi relacje?

Mistrz i uczeń to ciekawa próba przedstawienia postaci i historii Obi-Wana Kenobiego i Qui-Gon Jinna w nieco innym świetle, niż widzimy ją w Mrocznym widmie

Tutaj Jedi nie są kryształowi, bez skazy, poznajemy ich wady, a także pewne słabości i braki. Jak zawsze u Gray, bohaterowie są prawdziwi, z krwi i kości. Czytelnik kibicuje tym, którzy powinni wygrać, choć nie zawsze jest to jednoznaczne...

Książka skupia się nie tylko na wartko toczącej się akcji, ale także na bohaterach, do głównego duetu dołączają kolejne interesujące postaci, m.in. inny dawny padawan Dooku oraz międzygwiezdni podróżnicy, Pax Maripher i Rahara Wick. Długoletni fani uniwersum rozpoznają zapewne Korporację Czerka, a jej przedstawiciele odegrają ważną rolę w opowieści. Czytelnicy poznają również korzenie nietypowego zainteresowania Qui-Gona przepowiedniami (które – jak wiadomo – doprowadzi do zaakceptowania przez zakon Anakina Skywalkera), przy okazji starając się odgadnąć znaczenia przytoczonych proroctw.

Akcja powieści Mistrz i uczeń toczy się w roku 40 BBY, dobre osiem lat przed wydarzeniami z Epizodu I. I zaczyna się dość nieoczekiwanie, przynajmniej dla mnie: na wspólnej misji okazuje się, że zespół dwóch Jedi - Qui-Gon Jinn i Obi-Wan Kenobi - nie współpracuje tak jak powinien. Chociaż Kenobi jest padawanem mistrza Jedi Jinna od kilku lat, ich komunikacja nie działa tak naprawdę i pojawiają się nieporozumienia. Obaj nie nadają na tych samych falach, a chemia między nimi nie jest właściwa. Tak więc po pierwszych kilku stronach dość łatwo jest zobaczyć, dokąd zmierza ta powieść, ponieważ znamy dwóch Jedi od ich pierwszego pojawienia się na dużym ekranie w 1999 roku jako dobrze zgrany zespół. Więc oczywiście będziemy świadkami rozwoju tej nieprawdopodobnej pary na następnych stronach.


Ten wewnętrzny konflikt między nimi zostaje zaostrzony przez zaproszenie Qui-Gon Jinna do dołączenia do Rady Jedi. Było to również bardzo nieoczekiwane dla mnie, a także dla samego Qui-Gona, biorąc pod uwagę sposób, w jaki Epizod I przedstawiał relacje między Radą Jedi a Qui-Gonem. Zanim Qui-Gon może podjąć decyzję, czy przyjąć zaproszenie, on i jego padawan zostają wysłani na nową misję na Pijal, aby wziąć udział w ceremonii koronacyjnej jako przedstawiciele Republiki.

Z Mistrzem i uczniem Claudia Gray po raz kolejny udowadnia, że doskonale umie przedstawiać i rozwijać postacie. To samo dotyczy relacji między bohaterami ich książek. A wszystko to w naturalny sposób, wiedząc, że działania czy myśli poszczególnych bohaterów nigdy nie przypominają ciał obcych. Relacja i rozwój między Obi-Wanem i Qui-Gonem mogą na pierwszy rzut oka wydawać się dziwne, ale ostatecznie mają sens i są przedstawiane w zrozumiały sposób.
Ogólnie muszę przyznać, że jestem zachwycony historią Qui-Gona. Retrospekcje pokazują, jak Qui-Gon, jako padawan mistrza Dooku, znalazł drogę do przepowiedni – i ogólnie dowiadujemy się, jak inni Jedi odnoszą się do tych przepowiedni. Poznajemy też inne przepowiednie, które my czytelnicy możemy zinterpretować inaczej z naszą obecną wiedzą o Gwiezdnych wojnach niż np. Qui-Gon. Dowiadujemy się również, że te umiejętności były praktykowane w przeszłości Zakonu Jedi i od tego czasu są źle widziane, jeśli nie zakazane, ponieważ poszukiwanie przyszłości może prowadzić do chęci kontrolowania jej, co jest również ścieżką na ciemną stronę. Nawiasem mówiąc, uważam, że jest to świetne odniesienie do Epizodu V: Imperium kontratakuje, kiedy Luke otrzymuje instrukcje od Yody i po wizji przeciwstawia się ostrzeżeniom Yody i wyrusza do Miasta w Chmurach.

Na Pijal poznajemy Jedi Raela Averrossa. Był w imieniu Rady Jedi na stanowisku Lorda Protektora na planecie przez kilka lat, aby przygotować nieletnią księżniczkę Fanry do jej pozycji jako królowej. I podobnie jak Qui-Gon, Rael jest byłym padawanem Dooku. Ponadto obaj mają reputację łamiących jedną lub drugą zasadę Zakonu Jedi, jeśli będzie to konieczne do wykonania misji.
Innymi interesującymi postaciami są dwaj przemytnicy klejnotów, Pax Maripher, wychowany przez doidy protokolarne, oraz Rahara Wick, była niewolnica grupy Czerka. Oboje przybywają na Pijal z nadzieją znalezienia źródła kryształów kyber. Jednocześnie pojawia się tu wiele ekscytujących tematów. Z jednej strony autorka nawiązuje dalsze połączenie wielu opowieści z poszukiwaniem kyberów i tym samym wplata powieść głębiej w kanon. Wykorzystuje to jednak tutaj, aby wprowadzić nową technikę broni o dużym potencjale.

A wraz z Korporacją Czerka Claudia Gray zbudowała prekursorkę Federacji Handlowej, a jednocześnie stworzyła kontakt między Jedi a podmiotem niewolnictwa w Republice. To pozwala nam, czytelnikom, przeczytać o stanowisku Jedi w sprawie niewolnictwa i ich ogólnym polu manewru w Republice osiem lat przed wyzwoleniem Anakina Skywalkera z niewolnictwa. W ten sposób polityka w Republice jest oświetlana oczami jej protektorów. Potężny zakon Jedi, zdegenerowany w pokojową policję Republiki i na łasce lobbystów.
Po tych wszystkich pochwałach nie mogę się powstrzymać od krytyki. Jeśli rozwój postaci jest pasją autorki, to sekwencje akcji wcale nie są jej mocną stroną. Na przykład w jednej scenie otwierają się dziury w ziemi i Obi-Wan ma zostać zasypany przez osuwisko. W innym, Obi-Wan leci jednoosobowym myśliwcem, który przelatuje przez większy statek kosmiczny na autopilocie. Obie sceny były dla mnie trudne do odczytania, a jednocześnie do wizualizacji. Pomyślałem, że to pierwsze miało na celu nawiązanie do sytuacji z Epizodu I na Naboo, gdzie Obi-Wan wisi w szybie, po czym wyskakuje się i zadaje - najwyraźniej - śmiertelny cios swoim mieczem świetlnym Darthowi Maulowi. W drugiej scenie w końcu traci zainteresowanie lataniem, wcześniej stał się jeszcze bardziej entuzjastyczny, spędzając czas w kokpicie podczas każdego lotu, aby nauczyć się sterowania jak największą liczbą typów statków. Jednak z Epizodu IIAtak klonów wiemy, że nie jest już wielkim fanem latania.

Podsumowując, Claudia Gray zainspirowała mnie Mistrzem i uczniem. Powieść jest bardzo inteligentnie napisana i nie tylko dodaje do kanonu kolejną historię, ale go wzbogaca! Dostajemy prequel do historii Qui-Gon Jinna i Obi-Wana Kenobiego, który nie zniekształca postaci, ale logicznie rozwija ich w postacie, które znamy już z filmów. Pomimo wspomnianych drobnych punktów krytycznych, ta powieść jest absolutną rekomendacją dla fanów!

Ocena: 9/10
Fabuła: 9/10
Postacie: 10/10
Jakość wydania: 9/10

Dziękuję wydawnictwu Olesiejuk za przekazanie egzemplarza do recenzji.

Szczegóły:
Tytuł: Star Wars. Mistrz i uczeń
Tytuł oryginalny: Star Wars. Master & Apprentice
Autor: Claudia Gray
Tłumaczenie: Marta Duda-Gryc
Wydawnictwo: Olesiejuk
Data premiery: 26 października 2022
Liczba stron: 424
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena: 39,99 PLN

Star Wars. Piloci TIE - recenzja komiksu

Star Wars. Piloci TIE - recenzja komiksu
W kolejnym tomie komiksowym od wydawnictwa Egmont znalazła się historia Piloci TIE. Tom ten zawiera wszystkie pięć amerykańskich pojedynczych publikacji komiksu TIE Fighter: The Shadow Falls, które zostały opublikowane przez Marvel między kwietniem a październikiem 2019 roku. Ten komiks jest częścią crossovera Marvela i Del Rey. Towarzyszy mu powieść Eskadra Alfabet. Komiks napisała Jody Houser.
Wydawnictwo Egmont udostępniło nam następujący opis tego komiksu:
Gdy wojna między rebeliantami a Imperium Galaktycznym nabiera rozmachu, największe ryzyko ponoszą niewinni mieszkańcy galaktyki. Elitarna eskadra pilotów myśliwców TIE zostaje sformowana w celu ochrony imperialnych interesów... i wymierzenia ciosu zdradzieckiemu i brutalnemu Sojuszowi Rebeliantów. Ale jak wiele niesprawdzona jednostka jest w stanie zrobić dla utrzymania prawa i porządku? Czy piloci Skrzydła Cienia są tak wierni Imperatorowi, jak się wydaje? I czy choć jeden z nich przeżyje misję mającą zniszczyć Rebelię?

Jakoś zawsze lubiłem pilotów myśliwców TIE. Możecie więc sobie wyobrazić, jak bardzo podobał mi się ten komiks! Komiks wydał mi się tym bardziej ekscytujący, ponieważ jest częścią współpracy między Del Rey i Marvelem. Kiedy to ogłoszono, od razu spodobał mi się ten pomysł, a tym bardziej po tym, jak okazało się, że wydarzenie dotyczy opowieści o pilotach kosmicznych! Więc widzicie, moje oczekiwania były ogromne. Ale czy ta historia może mnie również zainspirować?
Akcja komiksu rozgrywa się na krótko przed Epizodem VI: Powrotem Jedi. Poznajemy 204. Dywizję Imperium: Eskadrę Skrzydło Cienia. Plotka głosi, że wojna przeciwko Sojuszowi Rebeliantów wkrótce się skończy. Wcześniej 204. Dywizja zostanie wysłana z misją: zadaniem jest zabezpieczenie imperialnego gwiezdnego niszczyciela (ISD). Jednak gdyby to było takie proste, Imperium nie wysłałoby Eskadry Skrzydła Cieni na taką misję. I rzeczywiście, ledwie eskadra dotarła do ISD, szybko staje się jasne, że admirał odwrócił się od Imperium. Dla pilotów Eskadry Skrzydło Cienia odzyskanie ISD ma najwyższy priorytet. W końcu im się to udaje, ale przy okazji tracą dwóch swoich członków. Okazuje się wtedy, że jeden ze zmarłych miał kontakt z rebeliantami. To oczywiście szok dla 204. Dywizji, ale zostają wysłani od razu na kolejną misję: statek rekrutacyjny rebeliantów, ponieważ urządzenia komunikacyjne zdrajcy umożliwiły zlokalizowanie tego statku. I ta misja też ostatecznie dobiegnie końca. Ale w momencie triumfu nadchodzi wiadomość: nad Endorem została zniszczona Gwiazda Śmierci, a Imperator nie żyje...


Ta historia tak naprawdę mnie nie zaskoczyła. W rzeczywistości w jakiś sposób przypomniało mi się Utracone gwiazdy Claudii Gray i kampania single player z gry Star Wars: Battlefront 2. Imperialni, którzy nie są tak naprawdę lojalni. Żołnierze, którzy bawią się pomysłem przejścia na drugą stronę konfliktu. Jeśli chodzi o historię, to nie była rewelacja.

Także sama Eskadra Skrzydło Cieni. Poznajemy obecny skład i poprzez różne wstawki i rozmowy poznajemy ich lepiej, ale ogólnie są oni niestety zbyt wymienni. Poza tym na początku wszystko poszło za szybko. Wspomina się, że ta Eskadra jest wysoko ceniona w Imperium, ale dowiadujemy się o tym tylko w dwóch przypadkach, gdy sami muszą stawić czoła przeciwnikowi o znacznej przewadze liczebnej. Trudno jednak też zilustrować taką kosmiczną walkę i jednocześnie zapewnić, że akcję i dynamikę jednocześnie.
Co absolutnie nie oznacza, że rysunki w komiksie nie są dobre. Te pod każdym względem są naprawdę dobre. Trochę się waham, ponieważ różne zespoły pracowały nad każdym z pięciu pojedynczych zeszytów, ale nadal rysunki są na wysokim poziomie. Niestety miałem wrażenie, że naprawdę dobrzy rysownicy dostali do rysowania sceny z postaciami, ponieważ sceny z bitwami kosmicznymi były po prostu przeciętne.

Ale wydaje mi się, że oprawa komiksu jest interesująca, zwłaszcza ze względu na zakończenie, które opowiada o śmierci Imperatora. Jak sprawy mają się teraz z Eskadrą Skrzydła Cienia? Niestety komiks się tutaj kończy, ale więcej o Eskadrze Cienia przeczytamy w Eskadrze Alfabet.
Niestety, komiks Piloci TIE nie mógł spełnić moich oczekiwań, opowiadana historia nie była dla mnie wystarczająco nowatorska. Z drugiej strony rysunki są w większości bardzo dobrze wykonane i fajnie jest przewracać strony i oglądać Eskadrę walczącą z przeciwnikami. Przyznaję więc Eskadrze Cieni ocenę 6 na 10!

Ogólna ocena: 6/10
Fabuła: 5/10
Rysunki: 7/10
Jakość wydania: 9/10

Dziękuję wydawnictwu Story House Egmont za przekazanie egzemplarza recenzenckiego.

Szczegóły:
Tytuł: Star Wars: Piloci TIE
Tytuł oryginalny: Star Wars: TIE Fighter: The Shadow Falls
Autor: Jody Houser
Rysunki: Geraldo Borges, Ig Guara, Joshua Cassara, Juan Gedeon, Michael Dowling, Roge Antonio
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Story House Egmont
Data premiery: 26 października 2022
Liczba stron: 120
Oprawa: miękka
Cena: 49,99 PLN
Copyright © 2016 Świat Star Wars , Blogger