Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty

Recenzja: Star Wars Legendy: Spotkanie na Mimban - Alan Dean Foster

Recenzja: Star Wars Legendy: Spotkanie na Mimban - Alan Dean Foster
Powszechnie uważa się i uznaje, że początek oryginalnego Rozszerzonego Wszechświata Gwiezdnych Wojen, dziś nazywanego mianem Legend rozpoczęła słynna trylogia Thrawna autorstwa Timothy'ego Zahna, z Dziedzicem Imperium na czele. Niestety często zapomina się o tym, że już wcześniej powstawały książki, które rozwijały wątki filmowe. Pierwszą powieścią była ciesząca się złą sławą pozycja zatytułowana Spotkanie na Mimban, którą wydano w 1978 roku. Jej autorem został Alan Dean Foster, który wcześniej jako ghostwriter opracował adaptację Nowej Nadziei (gdzie został podpisany jako George Lucas), a dwadzieścia cztery lata później wrócił do pisania powieści z sagi i napisał jeszcze Nadchodzącą burzę oraz adaptację Przebudzenia Mocy, czyli części siódmej. Jego druga książka z Gwiezdnych Wojen, podpisana już jako Alan Dean Foster została z kolei oparta o pierwotne pomysły Lucasa do części piątej i do dziś wzbudza sporo kontrowersji. Czy rzeczywiście jest to zła książka i słusznie skazana na zapomnienie?
Według wywiadu przeprowadzonego z Fosterem dla magazynu Empire powieść została pomyślana jako plan awaryjny i napisana na wypadek, gdyby pierwsze Gwiezdne Wojny nie odniosły planowanego sukcesu i trzeba było przygotować nisko budżetową kontynuację.  Podobno ma to też wyjaśniać dlaczego ​​książka rozgrywa się na prawie całkowicie spowitej mgłą planecie. Ponadto, wówczas Harrison Ford czyli odtwórca roli Hana Solo nie miał jeszcze podpisanego kontraktu na kontynuację i jego postać nie pojawia się w ogóle w książce. Foster uzyskał co prawda dużą swobodę w rozwijaniu historii, jednym z wymagań było to, że wiele rekwizytów z istniejącego filmu powinno być wykorzystane w powieści, a sam Lucas miał naciskać na Fostera po sprawdzeniu manuskryptu żeby usunął z niej bitwę w kosmosie podjętą przez Luke'a i Leię, zanim wylądowali na Mimban. Innym elementem pochodzącym z pierwotnego scenariusza George'a Lucasa był kryształ Kaiburr, który został pierwotnie opracowany w drugim szkicu skryptu Lucasa, gdzie pojawił się jako kryształ Kyber. W kanonie kryształy Kyber są elementem zasilającym miecze świetlne, o czym można się już z kolei dowiedzieć między innymi z filmu Łotr 1. Pomiędzy tą powieścią a filmem z 1977 roku występują też niewielkie niespójności. W powieści miecz miecza Dartha Vadera jest opisany jako niebieski, podobnie jak miecz Luke'a. R2-D2 jest określany w powieści jako jednostka „detoo”, chociaż film ustanowił nazwę jednostki „artoo”. W powieści Vader mówi, że miał trudności z odkryciem, że to Luke zestrzelił jego myśliwiec TIE, a tymczasem w filmie to Sokół Millennium, pilotowany przez Hana Solo ustrzelił jednego ze skrzydłowych Vadera, co doprowadziło do odrzucenia z szybu Gwiazdy Śmierci model x1 pilotowany przez Mrocznego Lorda. Niekonsekwencja pojawia się także w przypadku umiejętności ciskania przez Vadera piorunami - w książce ciska nimi bowiem w Luke'a, a już w znacznie późniejszej książce Czarny Lord: Narodziny Dartha Vadera z kolei napisano, że Darth Vader nie potrafił rzucać błyskawic. Polski tytuł wziął się od wydania klubowego z 1985 roku, które w chwili wydawania pozycji przez wydawnictwo Amber zostawiono, choć tak naprawdę nie ma on nic wspólnego z oryginalnym tytułem książki, brzmiącym Splinter of the Mind's Eye, co powinno się raczej tłumaczyć jako Okruch Wyobraźni albo dosłownie Odłamek Oka Umysłu.
Fabuła książki przedstawia się zaś, następująco:

Tajną misję księżniczki Leii i Luke`a przerywa niespodziewanie wielka burza magnetyczna i awaria ich myśliwca. Rozbiwszy się na niezbadanej planecie Mimban, zdani są tylko na własne siły. Jedyną osobą, która potrafi umożliwić im wydostanie się z Mimban, jest Halla, obdarzona pewną formą Mocy. W zamian żąda jednak pomocy w zdobyciu kryształu Kaiburr, posiadającego właściwości zwiększania Mocy. Tymczasem tajemnica kryształu dociera również do Dartha Vadera. Rozpoczyna się dramatyczny wyścig, którego stawką są losy galaktyki.

Jest to opis zdecydowanie na wyrost, bo losy galaktyki wcale nie są w tej książce najważniejsze, a sama historia nie wnosi absolutnie nic w rozwój postaci czy historii zapoczątkowanej w epizodzie czwartym, dla którego Spotkanie na Mimban jest bezpośrednim sequelem. Luke i Leia zachowują się tutaj całkowicie nierozważnie, uwielbiany przez fanów duet robotów R2-D2 i C-3PO nie mają wyraźnego wpływu na rozwój opowieści i są wrzucone chyba tylko po to, by miał kto narzekać i rozładowywać napięcie żarcikami z nieprzystosowania tego drugiego do sytuacji w jakiej znaleźli się nasi bohaterowie. O misji z jaką zostali wysłani Luke i Leia wiemy niewiele, a kolejne perypetie polegające na wpadaniu w zasadzki Imperium lub miejscowej ludności planety bardziej śmieszą, aniżeli angażują. Ciężko jest też uwierzyć, że w ważną misję dyplomatyczną lecą jedynie Luke i Leia, w dodatku w towarzystwie niezbyt rozgarniętych wówczas jeszcze robotów. Wyraźnie widać i daje się tu odczuć brak Hana Solo i Chewbacki, którzy idealnie by pasowali jako obstawa i punkt zapalny do faktycznego wpadania w te wszystkie zasadzki i kłopoty. Tymczasem szybkie zaprzyjaźnienie się z Hallą i szukanie kryształu, bo tajemnicza mieszkanka Mimban ich oto poprosiła, jest kompletnie bezsensowne w obliczu misji dyplomatycznej, która powinna być ważniejsza, a celem winno być jak najszybsze dotarcie na Circapous IV, gdzie zmierzali, a nie uganianie się za mrzonką, która co prawda okazuje się być prawdą, ale na losy galaktyki nie ma żadnego znaczącego wpływu. Darth Vader zaś pojawia się dopiero na chwilę na sam koniec powieści, na wezwanie zarządzającego Imperium w tym sektorze Grammela, pod pretekstem zdobycia dla siebie wspomnianego kryształu. Tu także ciężko uwierzyć, że Czarny Lord Sithów miałby na takie rzeczy czas i jeszcze uciekałby z podkulonym ogonem (szczegółów nie zdradzę) nie schwytawszy Luke'a i Lei, by od razu zawieść ich do Imperatora. Najciekawsze są tu postacie drugoplanowe, czyli Halla i Grammel, choć i tu można się do kilku spraw przyczepić. Grammel to stereotypowy, niekompetentny urzędas, który nie potrafi upilnować porządku na podlegającej mu planecie, a Halla to bohaterka z rodzaju tych, którzy dają się lubić, ale tak naprawdę ważniejsze są dla nich własne cele, aniżeli dobro osób, które pociągną za sobą. Oczywiście, w paru momentach jej pomoc w ratowaniu Lei i Luke'a okaże się nieoceniona, ale naprawdę nic z tej znajomości korzystnego nie wynika dla księżniczki i przyszłego Mistrza Jedi

Mimo słabej, wyraźnie telewizyjnej i nieskomplikowanej historii, książkę Alana Dean Fostera czyta się nieźle i szybko, choć nie da się ukryć, że kolejne kłopoty i wersje złapania, uciekania lub walki z miejscowymi potworami albo mieszkańcami raczej potrafią śmieszyć, niż wzbudzać zainteresowanie. Opisy są dość szczegółowe, ale co też potrafi wkurzać nie dają zbyt dużej ilości informacji na temat działalności Imperium na Mimban, wyraźnie brakuje też rozdziału który wyjaśniałby na czym właściwie miałaby polegać misja Luke'a i Lei i czemu jest tak ważna z perspektywy Rebeliantów, a ostatni rozdział w której nasi bohaterowie konfrontują się z Vaderem jest napisany fatalnie i po łebkach i byle już skończyć. Długość tej książki jest bowiem w mojej ocenie jej największą wadą - bo nawet gdyby historia byłaby taka jaką jest to, nie ulega wątpliwości że można odnieść wrażenie, że brakuje w niej przynajmniej dwóch istotnych bohaterów, bardziej szczegółowego zaczepienia opowieści w kontekście części czwartej, rozwoju postaci i tła - czy to o wspomnianej działalności Imperium na Mimban, czy tego kim właściwie jest Halla. Nie jest to więc z całą pewnością najciekawsza, czy najlepsza książka z obecnych Legend, ale nie jest też wcale taka zła jak ją niektórzy malują. Na parę głupotek można spuścić zasłonę milczenia, a samą książkę bardziej potraktować jako ciekawostkę, aniżeli pełnoprawną historię ze świata Gwiezdnych Wojen, na tej samej zasadzie jaką fani Marvela traktują istnienie Kaczora Howarda, czyli bohatera filmu z 1986 roku, który wyprodukował George Lucas, a który w dowcipnym cameo pojawił się w MCU w pierwszych Strażnikach Galaktyki

Ogólna ocena: 5/10
Fabuła: 4/10
Opisy: 6/10
Postacie: 6/10
Jakość wydania: 7/10

Szczegóły:
Tytuł: Star Wars Legendy: Spotkanie na Mimban
Tytuł oryginalny: Star Wars Legends: Splinter in the Mind's Eye
Autor: Alan Dean Foster
Wydawnictwo: Amber
Data premiery: 1996
Tłumaczenie: Wacław Najdel
Liczba stron: 178
Oprawa: miękka
Cena: 10,80 PLN / 34,80 PLN (wersja angielska)

Gdzie kupić: 
BOOKCITY  (wersja angielska)

Krzysztof "Lupus" Śmiglak (https://lupusunleashed.blogspot.com)

Recenzja: Star Wars Legendy: Przygody Hana Solo - Brian Daley

Recenzja: Star Wars Legendy: Przygody Hana Solo - Brian Daley
Krótko po wydaniu niesławnego Spotkania na Mimban Alana Dean Fostera rozpoczęto tworzenie i wydawanie kolejnych powieści rozszerzających świat Gwiezdnych Wojen, które razem z nią były pierwszymi książkami z uniwersum. Mowa tu o dwóch trylogiach skupionych wokół przygód Hana Solo autorstwa nie żyjącego już Briana Daleya i Lando Calrissiana autorstwa L. Neila Smitha. Na tą pierwszą złożyły się trzy minipowieści - dwie wydane w 1979 roku i jedna w 1980 roku, czyli kolejno Han Solo na Krańcu Gwiazd, Zemsta Hana Solo oraz Han Solo i utracona fortuna. W 1992 roku wznowiono je jako wydanie zbiorcze.
W Polsce, podobnie jak za granicą wydane zostały dwie edycje - wydawnictwo Amber najpierw wypuściło je jako osobne książeczki, a później także jako wydanie zbiorcze, czego z kolei w naszym kraju nie doczekała się trylogia o Calrissianie (wydana tylko w pojedynczych książeczkach). Dziś zajmiemy się całą, pierwszą* trylogią Hana Solo.
Okładka wznowienia wydania zbiorczego z paskiem "Legendy"
Na fali rosnącej popularności Gwiezdnych Wojen i chcąc wzmocnić oczekiwania na nadchodzącą część piątą, poproszono Briana Daley'a by napisał trzy książki opowiadające o przygodach Hana Solo na chwilę przed tym, jak dołączył do Rebelii i razem z Chewbacką odwiedził Zewnętrzny Sektor i Hegemonię Tiona. Co ciekawe, zgodnie ze starym kanonem wszystkie trzy historie dzieją się pomiędzy wydarzeniami przedstawionymi w Świcie Rebelii A. C. Crispin, a z kolei James Luceno złożył Daleyowi (swojemu przyjacielowi) i jego trylogii hołd w postaci dylogii Agenci Chaosu, która jest częścią cyklu Nowa Era Jedi. Ponadto Daley razem z Luceno napisali także wspólnie kilka książek, a sam Brian Daley stworzył radiowe adaptacje oryginalnej trylogii oraz między innymi adaptację książkową słynnego filmu Tron. Jego pamięci dedykowano The Jedi Academy  Sourcebook oraz adaptację radiową Powrotu Jedi, którą ukończył krótko przed swoją śmiercią 11 lutego 1996 roku.

1. Han Solo na Krańcu Gwiazd (1979)

Pierwsza z trzech książek Briana Daley'a została najpierw wydana w twardej oprawie 12 marca 1979 roku, a następnie w oprawie miękkiej 12 września tego samego roku. W 1980 roku została zaadaptowana na potrzeby komiksu napisanego przez Archiego Goodwina i zilustrowana przez Alfredo Alcalę. Wydawnictwo komiksowe Dark Horse z kolei zebrało w 1997 wszystkie zeszyty w trzy numery i dodało do niego kolory.

Fabuła książki przedstawia się zaś następująco:
Rządy Wspólnego Sektora są bezradne wobec przebiegłości sławnego przemytnika broni Hana Solo. Jest tylko jeden sposób, aby go powstrzymać - zarekwirować jego statek jako nie spełniający obowiązujących norm. Han Solo chcąc wyremontować Sokoła Millennium udaje się po pomoc do swojego starego przyjaciela Doca. Okazuje się jednak, że Doc zaginął w tajemniczych okolicznościach. By wyjaśnić jego losy, Han Solo decyduje się na ryzykowną wyprawę na Orrona III...


Ta książka to typowa przygodówka, w której Han Solo i Chewbacca wpadają w tarapaty, uciekają, trafiają do więzienia, ratują się wzajemnie i na koniec, oczywiście niszczą złowrogą organizację, wywołując tym samym lawinę kolejnych zdarzeń. Jednak jest w niej coś, co przyciąga - ogromna zręczność z jaką Daley pakuje nasz ulubiony przemytniczy duet w kolejne kłopoty, lekkość i żartobliwość stylu, którą znacznie później inkorporowano do filmu o Hanie Solo. Nie ma tutaj ani wielkich intryg, ani Imperium, a cała sytuacja w jakiej znajdują się bohaterowie zdaje się być wyłącznie dziełem fartu i zasady "złe miejsce, zły czas", co dodatkowo napędza fabułę, którą śledzi się z uwagą. Daley postarał się także o sporą ilość humorystycznych akcentów: czy to w postaci zadziornych odzywek i puent Hana Solo, który jak wiemy zawsze je uwielbiał, czy to wprowadzając robotyczny duet Bolluxa i Błękitnego Maxa, który jest jawnym mrugnięciem oka do wszystkich uwielbiających R2-D2 i C-3PO, bo nawet początkowy stosunek Hana do tych droidów jest identyczny - najpierw sarkastyczny, a potem zmieniający się w zależność i potrzebę polegania na sobie. Atutem jest także długość powieści, która nie będąc długą nie wprowadza dodatkowych wątków, nie rozmydla historii nastawionej na tempo, ani nie skupia się na zbędnych opisach.

2. Zemsta Hana Solo (1979)

Druga z trzech książek Briana Daleya ukazała się 12 grudnia 1979 roku, a zatem na pół roku przed premierą Imperium Kontratakuje. Niestety, w porównaniu do pierwszej książki da się tutaj zauważyć pośpiech, który może nieco przeszkadzać w dobrym odbiorze opowieści w niej zawartej - ale po kolei.

Fabuła drugiej książki przedstawia się zaś następująco:
Za dziesięć tysięcy kredytów Han Solo i Chewbacca zrobiliby wszystko, z wyjątkiem przewozu niewolników, który jest równoznaczny z wyrokiem śmierci. Przyjmują dobrze płatne zlecenie, nie wiedząc na czym ono polega. Kiedy okazuje się, że chodzi o transport niewolników, Han postanawia zemścić się na tych, którzy narazili go na niebezpieczeństwo.

Sam początek książki może być zaskakujący i sam w sobie byłby świetnym pomysłem na fabułę historii, może nie całej powieści, ale na pewno niezłego opowiadania. Nie zaczynamy bowiem od niewolników, jak sugeruje nam opis, ale od holokina objazdowego prowadzonego przez... Hana Solo. Okazuje się bowiem, że puszczając pewnym tubylcom jeden z holofilmów stworzył kult i w sytuacji puszczenie im innego musi uciekać. Potem wątek zostaje zastąpiony nie przyjęciem, a wymuszeniem na Solo i Chewbacce przewiezienia grupy niewolników, co z kolei zaczyna prowadzić naszych bohaterów do próby dowiedzenia się kto tak naprawdę stoi za zlecaniem transportów niewolników, bo wbrew pozorom osoba, która ich wynajmuje również okazuje się być jedynie jednym z wciągniętych w intrygę. Kiedy już Solo i Chewiee odkryją, że siedzą po uszy w spisku i handlu niewolnikami, którym jako procederem gardzą, postanawiają się dowiedzieć kto za tym stoi i rozwiązać sprawę. Niestety od tego momentu fabuła robi się mało interesująca, a całość przybiera dość ponure tony, gdzie zdecydowanie zaczyna brakować lekkości i żartobliwości jakiej można byłoby się spodziewać po przygodówce jaką miały być książki o najsłynniejszym przemytniku. Nie chodzi oto, że książka podjęła ważny temat jakim jest niewolnictwo, ale raczej oto, jak dwa ciekawe wątki szybko zmieniają się w mało angażujący pościg za odpowiedzialnymi za zlecanie transportów niewolników. Nawet wciśnięcie do książki duetu robotów, czyli Bolluxa i Maxa, którzy dalej podróżują z Solo, nie rozładowuje tej dość ciężko i chaotycznie napisanej powieści. Daley jest jednak konsekwentny, bo gdy Han i Chewiee podejmują już śledztwo, to nie rozprasza uwagi czytelnika dodatkowymi wątkami, a opisy nadal są dokładne, ale dające tylko tyle czytelnikowi, by mógł wyobrazić sobie opisywane sytuacje czy światy, nieco gorzej jednak jest już z dialogami, których jest jakby więcej i niestety wydają się one dość sztywne.

3. Han Solo i utracona fortuna (1980)

Trzecia i zarazem ostatnia z trylogii napisanej przez Briana Daleya książka o przygodach Hana Solo ukazała się już po premierze Imperium Kontratakuje, bo 12 sierpnia 1980 roku. Jest ona też bezpośrednią kontynuacją dwóch poprzednich, choć wraca do zdecydowanie lżejszego tonu. Zdecydowanie też ma najlepszą grafikę z całej serii, bo przedstawia nie tylko Hana Solo i Chewbackę, ale także tajemniczych żołnierzy i... kryształową czaszkę.

Fabuła trzeciej książki przedstawia się zaś następująco:
Han Solo i Chewbacca podejmują niebezpieczną wyprawę na odległą planetę. Od dawna dochodzą słuchy, że znajduje się tam legendarny skarb ogromnej wartości. Kiedy bohaterowie docierają na miejsce, "Sokół Millennium" zostaje uprowadzony. Przyjaciele muszą nie tylko odzyskać swój statek kosmiczny, lecz także stawić czoło bandzie zabójców polujących na nagrodę wyznaczoną za głowę Hana Solo.

Począwszy od pierwszej strony dzieje się tutaj sporo i nie zawsze w sposób oczywisty: zaczynamy od nieudanej transakcji, ucieczki, nowego zlecenia, które okazuje się być poszukiwaniem skarbu ukrytego na zaginionym przedrepublikańskim statku zwanym "Królowa Ranroon", z początku nieuzasadnionym pościgiem tajemniczego rewolwerowca i zabójcy Gallandra za Hanem Solo, a kończąc na trzymającym w napięciu pojedynku z starożytnymi droidami zabójcami i grupą nazywającą siebie tymi, którzy przetrwali. Znacznie większą i istotniejszą niż w poprzedniej książce rolę mają także Bollux i Błękitny Max, a zwłaszcza ten pierwszy. Nie brakuje także ciętych ripost, zabawnych sytuacji, pościgów i strzelanin, do tego stopnia, że w pewnym momencie można wręcz odnieść wrażenie, że Daley za wszelką cenę chciał nadrobić małą efektowną fabułę poprzedniej części trylogii i w trzecim tomie wrzucił wszystko, co wpadało mu do głowy. Bynajmniej jednak nie należy postrzegać tego za wadę, bo choć książka ma kilka nieścisłości to nie wątpliwie pozostaje atrakcyjną przygodówką z najsłynniejszym łajdakiem i szmuglerem galaktyki, czyli Hanem Solo. Daley zadbał także w niej o dokładne opisy planet i miejsc, a nawet wydarzeń (w jednej z retrospektywnych opowieści dowiadujemy się na przykład o tym, skąd Han Solo miał słynne lampasy na spodniach, co niektórym fanom jako żywo powinno przypomnieć wyciętą scenę z filmu Han Solo).

Podsumowanie
Trzy minipowieści Briana Daleya o Hanie Solo nadal czyta się nieźle, zarówno jako całość, czy jako osobne wydawnictwa, choć należy podkreślić, że pod względem języka czy prowadzenia narracji są to pozycje dość archaiczne, a sam Daley, zwłaszcza przy trzecim tomie wyraźnie hołdował starej szkole science fiction i stylistyce takich autorów jak Edgar Rice Burroughs czy Roger Zelazny. Najlepiej czyta się je wtedy kiedy akcja płynnie i szybko posuwa się do przodu, a autor co rusz sypie jak z rękawa sytuacjami niemal bez wyjścia, nad którymi bohaterowie się głowią, ale i działają sprawnie i bez wahania podejmują wyzwanie i rozwiązują problem w jakim się znaleźli. Jednym z mankamentów, który może drażnić, zwłaszcza gdy czyta się wszystkie od razu to jeden z twistów fabularnych, który Daley moim zdaniem nieco nadużył - porywanie lub blokowanie Sokoła, tak by nasi bohaterowie musieli go odzyskać, odnaleźć i wreszcie odbić. Można by bowiem pomyśleć, że Han Solo musi być strasznie niekompetentnym pilotem i właścicielem statku, jeśli co chwilę ktoś nakłada na niego kary za to, że statek jest przestarzały lub ciąży na nim jakiś dług o którym nie ma akurat pojęcia, albo jak co rusz Sokół zostaje przez kogoś przejęty. Dziś, są to też książki pozostające raczej ciekawostką, aniżeli pozycjami, które znacząco posuwają rozwój sagi, czy historię postaci, które w późniejszym, poza Hanem Solo i Chewbacką, nie pojawiły się już nigdy lub zostały kilka razy jedynie wspomniane (zwłaszcza we wspomnianej dylogii Agenci Chaosu Jamesa Luceno). Dość nierówne jest też tłumaczenie tych książek, bo nie brakuje w nich różnych dziwnych sformułowań, które potem się już nie powtarzały, czy znienawidzone przez fanów tłumaczenie nazwy statku Hana jako Tysiącletni Sokół, ale też wynikające z faktu, iż odpowiedzialne za nie są dwie osoby, a mianowicie Jan Woydyga oraz Wacław Najdel, którzy najwyraźniej swoich tłumaczeń ze sobą nie konsultowali i stawiali na swoje wyobrażenie stylu, co szczególnie daje się we znaki w dość sztywnym środkowym tomie. Uważam jednak, że warto po nie sięgnąć, zwłaszcza gdy ma się ochotę na czyste przygodówki, w której nie ma stawki galaktycznej, konfliktu z Imperium i w którym Han Solo jest przede wszystkim szmuglerem ciągle wpadającym w kłopoty i szukającym wyzwań śmiałkiem przemierzającym przeróżne, wciąż niepoznane zakątki galaktyki.

Ogólna ocena: 6/10
Fabuła: 6/10
Opisy: 8/10
Postacie: 7/10
Jakość wydania: 7/10

Szczegóły:
Tytuł: Przygody Hana Solo (Han Solo na Krańcu Gwiazd/Zemsta Hana Solo/Han Solo i utracona fortuna)
Tytuł oryginalny: The Han Solo Adventurers (Han Solo at Star's End/Han Solo Revenge/Han Solo and the Lost Legacy)
Autor: Brian Daley
Wydawnictwo: Amber
Data premiery: 1996, 1997, 2000 (wydanie zbiorcze)
Tłumaczenie:  Jan Woydyga (1,3), Wacław Najdel (2)
Liczba stron: 192 (1), 176 (2), 176 (3), 546 (wydanie zbiorcze)
Oprawa: miękka
Cena: 10,80 zł (1,2); 11,80 zł (3); 29,80 zł (wydanie zbiorcze) / 39,20 PLN (wersja angielska)

Gdzie kupić: 
BOOKCITY (wydanie zbiorcze, anglojęzyczne) 39,20 zł

Krzysztof "Lupus" Śmiglak (https://lupusunleashed.blogspot.com)

* W latach 1997-1998 wydano drugą trylogię napisaną przez również nie żyjącą już autorkę Ann C. Crispin. Złożyły się na nią następujące tytuły: Rajska PułapkaGambit Huttów oraz Świt Rebelii.

Recenzja: Star Wars Legendy: Dziedzic Imperium - komiksowa adaptacja

Recenzja: Star Wars Legendy: Dziedzic Imperium - komiksowa adaptacja
Drugi dzień Tygodnia Thrawna rozpoczęty. Zapraszamy do przeczytania recenzji prawdziwego klasyka wśród komiksów Star Wars. W 40 tomie Kolekcji Komiksy Star Wars znajdujemy komiksową adaptację pierwszej części legendarnej trylogii Thrawna: Dziedzica Imperium. Ten komiks od wydawnictwa Dark Horse Comics był publikowany od jesieni 1995 roku do wiosny następnego roku w sześciu częściach pod tytułem Heir to the Empire, czyli pod tym samym tytułem co recenzowana książka>>. Pierwsze wydanie polskie ukazało się jeszcze nakładem wydawnictwa Amber w roku 2002 w trzech częściach, a teraz pojawiło się jako część Kolekcji Komiksy Star Wars. Tłumaczem komiksu jest Marta Duda-Gryc, podczas gdy wersję od Amberu przetłumaczył Andrzej Syrzycki.
Opis:
CIEMNA STRONA BUDZI SIĘ DO NOWEGO ŻYCIA!                                                       Nowa Republika wciąż raczkuje, a jej istnienie wisi na włosku. Mimo że siły Imperium zostały zmiażdżone lata temu, a sam Imperator i jego mroczny sługa Darth Vader zostali zabici, grozi im nowe śmiertelne zagrożenie dla rządu Sojuszu na Coruscant.
Ostatni dowódca Imperatora, wielki admirał Thrawn, zebrał resztki zniszczonej imperialnej floty w najbardziej ukrytych zakątkach galaktyki i chce zadać śmiertelny cios młodej Nowej Republice wraz z niespodziewanym uderzeniem...

Myślę, że nie muszę opowiadać tej historii, która powinna być znana wszystkim. Komiks jest bardzo bliski książki i nie mogę wymyślić żadnych ważnych scen, które zostały pominięte. Jasne, niektóre elementy zniknęły,. W ten sposób powstają mniejsze przeskoki czasowe, ale nie uważam, żeby zakłócały jakoś przebieg komiksowej historii. W szczególności należało wyciąć sceny w kopalniach Lando i bitwę o Sluis Van.

Ale czym byłby komiks bez rysunków? Wszystkie rzeczy i postacie są niezwykle kantowe i nie mam na myśli mięśni, ale kwadrat. Jedynym wyjątkiem jest Leia, a w niektórych scenach także Mara Jade, wszystkie inne postacie wydają się nie być już miękkie i ludzkie. Kolorystyka pozostawia wiele do życzenia, bo od kiedy rany od miecza świetlnego i strzałów z blastera krwawią?

Pozytywną stroną jest to, że każdą postać, od klasycznych bohaterów po nowo wprowadzone postacie, takie jak Mara Jade i Talon Karrde, można wyraźnie zidentyfikować. Każdy jest wyraźnie rozpoznawalny, nawet bez kontekstu, zwłaszcza wielki admirał Thrawn.

Oprócz zwykłych stron z komiksowymi kadrami, są też strony z tłem i tylko kilkoma panelami akcji, aby dać czytelnikowi większe wrażenie scenerii. Szczególnie na Kashyyyk ma to szczególnie imponujący efekt, ponieważ miasto, w którym znajdują się Leia i Chewbacca, samo w sobie jest gigantycznym domkiem na drzewie.

Przyznaję komiksowi ocenę 7 na 10, ponieważ miał on pewne kłopoty z rysunkami, ale był w stanie je pokonać i zarządzał świetną adaptacją powieści, co ułatwia czytanie i zrozumienie komiksu nawet bez czytania samej powieści.

W czwartek zapraszamy Was do lektury recenzji drugiego tomu trylogii: Ciemnej strony Mocy!

Ogólna ocena: 7/10
Fabuła: 8/10
Rysunki: 5/10

Szczegóły:
Tytuł: Kolekcja Komiksy Star Wars (tom 40): Dziedzic Imperium 1: Dziedzic Imperium
Tytuł oryginalny: Star Wars Legends: The Thrawn Trilogy
Autor: Mike Baron
Rysunki: Olivier Vatine, Fred Blanchard
Tłumaczenie: Marta Duda-Gryc
Wydawnictwo: De Agostini Polska
Data premiery: 29 maja 2019
Liczba stron: 224
Oprawa: twarda
Cena: 39,99 PLN

Recenzja: Star Wars Legendy. Opowieści z Nowej Republiki

Recenzja: Star Wars Legendy. Opowieści z Nowej Republiki
Druga, a zarazem ostatnia antologia ze starego kanonu, czyli Legend powiązana ze Star Wars Adventure Journal, to coś w rodzaju rewersu poprzedniczki, czyli Opowieści z Imperium, bo tym razem uwagę poświęcono historiom z perspektywy Nowej Republiki lub jednostek uwikłanych w machinacje tej drugiej strony międzygwiezdnego konfliktu. Podobnie jak poprzednio na zbiór złożyły się opowiadania pisane na potrzeby SWAJ, jak również dwa napisane specjalnie, w tym jedno czteroczęściowe oraz kilka z nie wydanych magazynów, które nie ukazały się ze względu na problemy finansowe West End Games. Jak zebrane w tym tomie opowiadania rozszerzają świat Gwiezdnych wojen i czym różni się perspektywa Nowej Republiki od tej z Imperium?
Opowieści z Nowej Republiki powstały pod redakcją Petera Schweighofera, redaktora naczelnego SWAJ oraz Craiga Carey'a, który w styczniu 1998 roku na sześć miesięcy został jego szefem, gdy West End Games miało jeszcze nadzieję, że czasopismo da się uratować i przetrwa ono kryzys firmy. Trzy z zaplanowanych numerów SWAJ, czyli kolejno 15, 16 i 17ego, zostały anulowane, ale nie przeszkodziło to w aspiracjach Schweighofera i Craiga, by chociaż część materiałów ujrzał światło dzienne i dotarł do fanów Star Wars. Postanowili więc wybrać najlepsze, oczywiście ich zdaniem, opowiadania pochodzące zarówno z nie wydanych magazynów, jak i wcześniejszych, które nie zostały z kolei wybrane do Opowieści z Imperium. I tak w zbiorze znalazło się sześć utworów z wydanych numerów SWAJ, trzy z planowanych i anulowanych oraz dwa napisane specjalnie na jej potrzeby. Za granicą wydano go w 1999 roku, czyli już po ostatecznej kasacji magazynu, nakładem wydawnictwa Bantam Spectra, a u nas pojawiła się w 2001 nakładem wydawnictwa Amber. Podobnie też, jak w poprzedniej odsłonie antologii, tak i w tej nie zabrakło zarówno całkowicie nowych autorów takich jak Kathy Burdette, Paul Danner, Jean Rabe czy duetu pisarskiego Chris Cassidy i Tish Pahl, jak również znanej już z poprzedniego zbioru i powracającej Patricii A. Jackson czy weteranów i ponownie spełniających rolę scalającą fandom z rynkiem wydawniczym książek z cyklu Gwiezdnych Wojen, czyli Timothy'ego Zahna i Michaela A. Stackpole'a, którzy jedno z opowiadań napisali wspólnie, a z kolei Timothy Zahn dodatkowo załapał się jako autor wyłącznie własnej historii i na jedno z dedykacją. Dodatkowo na początek otrzymujemy krótki wstęp od Craiga Carey'a oraz krótkie podziękowania od Petera Schweighofera dopełniające wstęp Carey'a.

Duet Zahn/Stackpole, który na potrzeby poprzedniego zbioru napisał Wypad tym razem zaserwował Interludium na Darkknell, które tę antologię otwiera. Pięcioczęściowe opowiadanie (część pierwsza autorstwa Zahna, druga i trzecia Stackpole'a, czwarta ponownie Zahna i na koniec, piąta od Stackpole'a) skupia się na senatorze Garmie Bel Iblisie, który zostaje poproszony o zdobycie pakietu danych zawierających informację o ściśle tajnym projekcie Imperium, które zostają wykradzione jego kontaktowi przez złodziejkę Morandę Savich, ściganą przez agenta Służby Ochrony Korelii Hala Horna. Plany o wielkim znaczeniu nie mogą jednak dostać się w ręce Rebeliantów, więc Wywiad Imperialny wysyła na ich poszukiwanie agentkę Ysannę Isard, która ma zapobiec zdobyciu ich przez Iblisa lub każdego, kto zechce je sprzedać na czarnym rynku galaktyki. To dziejące się w niedługo po zdobyciu władzy przez Palpatine'a opowiadanie stanowi jedną z kilku obecnie, ale też wcześniejszą od tej znanej z Mocy Wyzwolonej, wersję zdarzeń dotyczących zdobycia planów pierwszej Gwiazdy Śmierci, która oczywiście znacznie różni się też od tych przedstawionych ostatecznie w kanonicznym filmie Łotr 1. Oczywiście jak na Zahna i Stackpole'a przystało - intryga robi się coraz bardziej skomplikowana ze strony na stronę, strony wzajemnie depczą sobie po piętach i niekoniecznie chcą ze sobą współpracować, zwodzą się wzajemnie za nos,by ostatecznie zmierzyć się ze sobą w spektakularnym finale. Samo opowiadanie jest nawet lepsze, niż ich wspólny wcześniejszy Wypad, zwłaszcza ze względu na świetne wprowadzenie Ysanne Isard, czyli jednej z największych przeciwniczek Eskadry Łotrów.
Drugie opowiadanie w zbiorze, oczywiście przy liczeniu poprzedniego jako całość bez dzielenia na poszczególne części, to Pasjans według Jade Timothy'ego Zahna, które pierwotnie miało ukazać się w siedemnastym numerze SWAJ, ale nie ukazało się z powodu skasowania czasopisma, aż do umieszczenia go w tej antologii. Już sam tytuł zdradza wokół jakiej postaci będzie toczyła się akcja, a jest to najbardziej ukochana przez większość fanów żeńska postać starego kanonu, czyli Mara Jade, która po swojemu rozłoży karty w przygotowaniu ucieczki córki znanego w galaktyce biznesmena, a nawet, w pewnym sensie, ograniu swojego dotychczasowego pracodawcy, Talona Karrde. Opowiadanie pełne jest żartobliwych asów językowych, tak charakterystycznych dla Zahna, gierek między bohaterami i zgrabnych mrugnięć nie tylko do jego wcześniejszych i przyszłych opowiadań lub powieści ze świata Gwiezdnych wojen, ale także wpisując się i oczywiście uzupełniając do innych wydarzeń dziejących się w galaktyce, takich jak Kryzys Koreliański czy powrót Wielkiego Admirała Thrawna. Czysty sabak, który czyta się szybko i z uśmiechem na twarzy kładzie na stół, jakby nic się nie stało, czyli mistrz w formie, a to wszyscy fani przecież lubią najbardziej.

Po nim czas na opowiadanie W ciemności Kathy Burdette, które planowane było do szesnastego numeru SWAJ, ale analogicznie do historii Zahna, nie ukazało się z powodu kasacji pisma. Burdette wcześniej ilustrowała artykuły w magazynie oraz doczekała się własnego artykułu specjalnego przygotowanego do numeru jedenastego zawierającego różne jej prace z poszczególnych numerów. Obecnie pracuje jako Starszy Edytor Projektów w dziale Publikacji Książek dla Instytucie Omohundro zajmującym się wczesną historią Ameryki i kulturą. Samo opowiadanie dzieje się w dwa miesiące po Bitwie o Endor, na planecie Zelos II gdzie komandos Sojuszu Rebeliantów Jai Raventhorn dzieli celę z najemnikiem Dirkiem Harknessem w jednym z imperialnych więzieni. Jako całość jest przegadane, właściwie nie ma fabuły i sprawia wrażenie posklejanego ze skrawków różnych pomysłów, żeby wspomnieć choćby o koncepcie żywych trupów. Po autorce zajmującą się historią i kulturą można by się spodziewać interesującej i rozbudowanej opowieści rozbudowującej świat Gwiezdnych Wojen, tymczasem tak się ne dzieje - nie wiemy właściwie nic o postaciach, a szczątkowa fabuła nie angażuje, a nawet wydaje się być wyjętą z zupełnie innego zbioru i zmodyfikowaną tak, by pasowała detalami do odległej galaktyki. Szkoda.

Sytuację ratuje Zabawa w Hutta i myszkę duetu autorów Chrisa Cassidy'ego i Tish Pahl ze specjalnymi podziękowaniami dla Zahna, które pierwotnie miało ukazać się analogicznie jak poprzedzające je w antologii opowiadanie w szesnastym numerze SWAJ, ale z powodu skasowania magazynu nie ukazało się ono wówczas. Głównymi bohaterkami są dwie przyjaciółki i szmuglerki Fenig Nabon oraz Ghitsa Dodger, które zostały partnerkami z przypadku i które chcą odzyskać swój statek Gwiezdną Damę z Nal Hutta, planety rządzonej przez Huttów, próbując dostać się tam z Ryloth ze specjalnym ładunkiem, który po odkryciu przez nie czym jest, "zmieni" swoje przeznaczenie i rozpocznie się gra mająca na celu zdobyć statek i wykiwać kartel gangsterów. Dużo w tym opowiadaniu rozgrywa się na linii dialogów, jednak są one rozpisane żwawo i wciągająco. Wyraźnie nad całością unosi się duch Zahna, bowiem intryga, prowadzenie rozmów i ostateczne rozwiązanie ma w sobie coś z gierek, które tak uwielbia jeden z najlepszych pisarzy świata Gwiezdnych Wojen.

Piąte opowiadanie w zbiorze to ponowne spotkanie z Patricią A. Jackson, która napisała Najdłuższy upadek, które znalazło się w jedenastym numerze SWAJ. Opowiadanie traktuje o egzekucji Jovana Vharinga, kapitana imperialnego gwiezdnego niszczyciela Interrogator (nie wiedzieć czemu o nas przetłumaczonego jako Egzaminator) przez Mrocznego Jedi, Wielkiego Inkwizytora Tremayne'a. To bardzo sprawnie napisane opowiadanie nie opiera się na dialogach, bo tych jest zaledwie kilka, więcej tutaj opisów dających wgląd w struktury Imperium i strachu przed przełożonymi, a sama fabuła jest właściwie szczątkowa i choć finał łatwo jest przewidzieć, to całość trzyma w napięciu i bez poczucia rozczarowania, że dopiero co poznana postać ginie na jego końcu - i nie, nie należy tego traktować jako spoiler, bo świadomość takiego końca zostaje nam zasugerowana już na pierwszych stronach tego tekstu.

W następnym opowiadaniu ponownie znana już z poprzedniego zbioru autorkę, ale tym razem jest to Laurie Burns. Konflikt interesów pierwotnie ukazał się w numerze trzynastym SWAJ i dzieje się w trzy lata po wydarzeniach przedstawionych w epizodzie szóstym opowiadając nam historię tajnej agentki Nowej Republiki Selby Jarrad. To typowa opowieść szpiegowska, z ciekawą intrygą, żwawą akcją i kłopotami, które sprawią że Selby będzie musiała podjąć kilka trudnych decyzji dla dobra misji, którą wykonuje. Burns z kolei operuje przejrzystym językiem, nie szczędzi dobrych dialogów i szczegółów potrzebnych do dobrej zabawy podczas lektury, wyraźnie też pamiętając, żeby opowiadanie miało też sporo cech rozgrywki gry rpg, o których obszernie pisał Schweighofer we wstępie do Opowieści z Imperium. Wreszcie, jedno z lepszych i ciekawszych opowiadań w tym zbiorze. 

W Bez dezintegracji, proszę czas na spotkanie z najlepszym łowcą nagród galaktyki, czyli Bobą Fett. Autorem tego opowiadania jest Paul Danner, autor sześciu opowiadań oraz przewodnika do gry Star Wars: The Roleplaying Game Wretched Hives of Scum & Villainy. Pierwotnie opowiadanie pojawiło się w czternastym wydaniu SWAJ, które było przedostatnim numerem przed jego kasacją. Przez fanów, zresztą słusznie, jest to wysoko oceniane opowiadanie, bo dające wgląd w sposób myślenia, charakter i taktykę najsłynniejszego łowcy nagród, jak również pokazującego go jako człowieka z własnym kodeksem moralnym, nie będącym zwykłym złym, a raczej kimś, kto wie kiedy odpuścić, albo wręcz "dać po łapach" samemu Imperium, tak jak dzieje się w tym właśnie opowiadaniu. Wrzuceni w sam środek intrygi, śledzimy jak łowca ściga niejakiego Riva, którego schwytanie nie będzie wcale proste i by tego dokonać będzie musiał wystąpić przeciwko samemu Imperium właśnie. Cechą charakterystyczną jest także zastosowanie narracji szkatułkowej, bowiem w kilku przerywnikach i samej końcówce okazuje się, że historię poznajemy z perspektywy samego Riva. Niecodzienny zabieg zastosowany tutaj przez Dannera jeszcze mocniej dynamizuje opowieść, którą czyta się szybko i z prawdziwymi wypiekami na twarzy. Aż chciałoby się to zobaczyć na ekranie - w tym wypadku telewizora jako jeden z odcinków serialu o świecie łowców nagród w Gwiezdnych Wojnach. To, oczywiście się nie stanie, ale lektura tegoż jest za każdym razem bardzo wciągająca i każdy fan powinien się  z tym opowiadaniem zapoznać. 

Numer osiem w tym zbiorze to Dzień zwany Nocą Umarłych Jeana Rabe, który napisał trzy opowiadania i artykuł do Galaxy Guide (jednego z suplementów do Star Wars: The Roleplaying Game), a to pojawiło się w numerze trzynastym SWAJ. Można by powiedzieć, że to pierwszy romans jaki został napisany w tym uniwersum, choć nie jest to wcale opowieść o rodzącej się miłości i związanych z nią komplikacji, jak ma to miejsce w znacznie późniejszych Utraconych Gwiazdach z nowego kanonu. Para Weequayów, łowca nagród Diergu-Rea Duhnes'rd i jego żona Solum'ke dołączają do K'zka z rasy Qwohog poszukującego skarbu ukrytego we wnętrzach podwodnych jaskiń na planecie Zelos II. Są świeżo po ślubie i swoją wyprawę traktują jako miesiąc miodowy, podczas którego decydują się na dołączenie do poszukiwań skarbu do którego można się dostać tylko podczas odpływu nazywanego przez tubylców Dniem zwanym Nocą Umarłych. Romantyczna wycieczka zamienia się jednak dla nich i ich towarzysza w koszmar, gdy nieoczekiwanie ratują dwóch Korelian, którzy rozbili się wcześniej nieopodal jaskiń. Wkrótce okazuje się, że rozbitkowie to inni współpracownicy K'zka, którzy zostawiają tam parę Weequayów, gdy tylko przyjdzie przypływ, uciekając z zabranymi skarbami. Para poprzysięgnie zemstę, o ile oczywiście przeżyją. Nie dowiemy się już czy przetrwali, ale samo opowiadanie pisane w narracji pierwszoosobowej z perspektywy jednego z Weequayów czyta się nieźle. To opowieść o chciwości, zaufaniu lub jego braku i o tym, że niezależnie od sytuacji miłość do drugiej osoby może być ważniejsza niż błyskotki, które można znaleźć w zalanych jaskiniach. Z drugiej strony, gdyby pozmieniać szczegóły i całkowicie pozbawić ich elementów z naszej ulubionej galaktyki, okazałoby się, że to wcale nie jest opowiadanie, które pasuje do świata Gwiezdnych Wojen. Mimo wszystko jest to też ciekawa odskocznia od wielkich konfliktów czy wewnętrznych porachunków gangów czy Imperium z Nową Republiką

Kolejny powrót znanego autora, czy też raczej autorki, czyli opowiadanie Uhl Eharl Khoehng Patricii A. Jackson, które pierwotnie znalazło się na łamach ósmego numeru SWAJ. Jackson tym razem opowiada o kapitan Rebeliantów Fable Astin która poszukuje upadłego Mistrza Jedi, Inkwizytora Adalrica Cessiusa Brandla, aby ten mógł przeszkolić ją w obronie przed Mrocznym Jedi Vialco. Podczas treningu na planecie Trulalis zakochuje się w synu Brandla, Jaalibie Brandlu oraz uczy się niezapomnianych lekcji o teatrze i Ciemnej Stronie Mocy. Samo opowiadanie nie jest atrakcyjne, bo może wydać się trochę chaotyczne, ale za to daje bardzo ciekawe spojrzenie wgłąb kultury i teatru galaktyki z perspektywy aktorów z rodziny Brandlów i szczególnie te fragmenty przykuwają uwagę. Czyta się je co prawda nieźle, ale sporo informacji z przeszłości Fable Astin są czytelnikowi nie znane, a sama autorka zdaje się od pewnego momentu bardziej skupiać na Brandlach, niż na Astin. Możliwe, że wynika to z krótkiej formy, ale jednocześnie nie jestem przekonany czy cała powieść miałby szansę być lepsza. 

Przedostatnie opowiadanie w zbiorze zatytułowane Ostatnie rozdanie to drugie autorstwa Paula Dannera, które pierwotnie ukazało się się w trzynastym numerze SWAJ. Ulubiona gra ze świata Gwiezdnych Wojen jako sposób na zdobywanie upragnionych przedmiotów? Znamy to już z filmów, bo właśnie w sabaka Han Solo wszedł w posiadanie Sokoła Millennium. Tym razem jednak stawka jest dużo mniejsza, a i gracze są zupełnie inni - Kinnin Vo-Shay i jego towarzysz Nyo postanawiają ograć szulera Doune'a, z którym ten pierwszy ma jeszcze swoje niewyrównane rachunki. A skoro na sabaku się zaczyna, to i na sabaku się kończy. To sprawnie napisane opowiadanie czyta się szybko i które wnikliwie pokazuje świat graczy oraz ciemnych interesów i co ciekawe, dzieje się z dala od dużych konfliktów i powiązań z Nową Republiką czy Imperium dając nieco więcej wglądu w "zwykłe" życie obywateli galaktyki, którzy działają poza prawem i na własnych zasadach.

Na zakończenie zbioru, raz jeszcze duet Chris Cassidy i Trish Pahl w opowiadaniu Proste sztuczki, które zostało napisane specjalnie na potrzeby tej antologii i jest kolejnym spotkaniem z Fenig Nabon oraz jej towarzyszką Ghitsą Dodger. Gdy Ghitsa zostaje uprowadzona, Fenig Nabon postanawia ją odnaleźć i sprzymierza się z młodym Jedi Zethem Fostem, który wcale nie jest tym, za kim się podaje. Oczywiście nie zdradzę, kim okazuje się Fost (większość fanów i czytleników Legend zapewne wie i tak o kogo chodzi), ale co ciekawe, opowiadanie jest takim jakby wstępem do powieści Miecz Ciemności Kevina J. Andersona.W porównaniu do poprzedniego opowiadania o szmuglerkach to, jest zdecydowanie słabsze, choć i tak nieźle napisane. Nadal czuć tutaj szczyptę pogrywania z bohaterami i czytelnikami zarazem znaną z wcześniejszego dedykowanego Zahnowi, ale już w znacznie mniejszym stopniu. Ma się bowiem wrażenie, że autorzy bardzo by chcieli je rozbudować, ale nie mogli ze względu na powstającą w tym samym czasie książka Andersona, a w rezultacie czuć w nim presję sprostania konwencji preludium do większej opowieści, w której w książce Andersona duetu już niestety nie spotkamy, w rezultacie dalsze losy tych postaci są nam  nieznane, co mnie osobiście wkurza, ale należy się też pogodzić z tym, że spora ilość postaci z opowiadań nie miała za dużo szczęścia, by pojawić się w pełnym materiale powieściowym.

W porównaniu do Opowieści z Imperium, Opowieści z Nowej Republiki są antologią dużo słabszą, a przede wszystkim bardziej nierówną. W przeciwieństwie bowiem do swojej poprzedniczki, tytuł okazuje się nieco mylny. O ile w poprzedniej Imperium zawsze było dostrzegalne, nie zawsze namacalnie, o tyle tutaj sama Nowa Republika jest raczej luźnym zaznaczeniem okresu w jakich dzieją się poszczególne historie. Sama Nowa Republika - czy to jako instytucja, czy jako cel bohaterów - występuje zdecydowanie rzadziej niż Imperium w poprzednim zbiorze, a czasem w ogóle nawet się o niej nie wspomina, bo poszczególne opowiadania zupełnie się do niej nie odnoszą, a pierwsze z nich Interludium na Darknell opowiada wszakże o epizodzie z czasów Rebelii i zdobycia planów pierwszej Gwiazdy Śmierci. Są pośród nich prawdziwe perełki, zarówno od weteranów, jak i nowych autorów, ale także opowiadania słabe i takie, o których chciało by się zapomnieć, lub które mogą się wydać trochę niewłaściwie poprowadzone, rozczarowujące lub pozostawiające spory niedosyt. Szkoda też, że na tych dwóch antologiach związanych z SWAJ się skończyło, bo okazuje się, że sporo materiału nigdy nie ujrzało druku - albo ponownie, ani nawet po raz pierwszy, a mało kto zapewne wie, ile dobrego jeszcze z naszej ulubionej galaktyki mogło się kryć na stronach magazynu. Ta antologia, to jednakże interesujący wgląd w ubocza galaktyki, tam gdzie nie zawsze dzieją się wielkie wydarzenia, a czasem naprawdę zwykłe, codzienne sprawy i nie zawsze muszą to być porachunki Imperium czy Nowej Republiki. Dla tych kilku perełek i nie do końca wykorzystanych pomysłów warto się z nią zapoznać, nawet teraz, gdy ów zbiór należy do Legend, ale nie jest to w mojej ocenie pozycja obowiązkowa.

Ogólna ocena: 7/10
Fabuła: 7/10
Postacie: 8/10
Jakość wydania: 8/10

Szczegóły:
Tytuł: Star Wars Legendy. Opowieści z Nowej Republiki
Tytuł oryginalny: Star Wars Legends. Tales from the New Republic
Autorzy: Peter Schweigofer, Craig Carey (red.), Timothy Zahn, Patricia A. Jackson, Michael A. Stackpole, Laurie Burns, Chris Cassidy, Trish Pahl, Paul Danner, Jean Rabe
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Wydawnictwo: Amber
Data premiery: 2001
Liczba stron: 354
Oprawa: miękka
Cena: 29,80 PLN

Krzysztof "Lupus" Śmiglak (https://lupusunleashed.blogspot.com)

W oczekiwaniu na Star Wars: Epizod IX: Zemsta Sithów - Matthew Stover

W oczekiwaniu na Star Wars: Epizod IX: Zemsta Sithów - Matthew Stover
Ciemność jest szczodra, jest cierpliwa i zawsze zwycięża, lecz w samym sercu jej siły leży jej słabość: wystarczy jedna, jedyna, samotna świeca, by ją pokonać. Miłość jest czymś więcej niż świecą, Miłość potrafi zapalić gwiazdy. 
 - Cytat z książki Star Wars. Część III: Zemsta Sitów
Zemsta Sithów w reżyserii Georga Lucasa mająca premierę 25 maja 2005 jest uważana za jedną z najlepszych części Gwiezdnych wojen do tego stopnia, iż niekiedy nawet właśnie jej fani przyznają zaszczytne pierwsze miejsce na listach popularności epizodów. To też niedziwnym pozostaje fakt, że zgodnie z nieformalną tradycją tuż przed premierą filmową (co dla mnie jest co najmniej dziwne, o czym już nieraz wspominałem), a dokładniej 2 kwietnia 2005 roku na amerykański rynek czytelniczy trafiła książkowa adaptacja autorstwa Mtthewa Stovera wydana przez wydawnictwo Del Rey. W Polsce przełożona została przez Macieja Szymańskiego i zagościła w rękach czytelników 4 maja tego samego nakładem wydawnictwa Amber.

Opis:
Nadchodzi kulminacyjny punkt kosmicznych zmagań i najbardziej mroczny epizod Gwiezdnych Wojen...

Wielka bitwa nad Coruscant, krwawa rozprawa z zakonem Jedi, straszliwy pojedynek mistrza i ucznia, oto znaki upadku dobra i triumfu zła, którego uosobieniem są Sithowie dążący do władzy absolutnej nad galaktyką. Wielki Kanclerz Palpatine ogłasza się Imperatorem. Uwodzi samego Wybrańca, Anakina Skywalkera, obiecując mu niewyobrażalną potęgę. Czy młody Jedi w imię wyższej racji wyrzeknie się egoizmu? Czy miłość pokona nienawiść i strach? Czy w ogniu galaktycznego konfliktu narodzi się bohater Republiki, czy nowy Lord Sithów: Darth Vader...
Powieści na podstawie pełnoprawnych  Epizodów nie cieszą się zbytnią sympatią fanów i nie jest to żadna odkrywcza myśl. Jednak w przypadku Zemsty fandom zachowuje się zupełnie inaczej, trudno wręcz znaleźć jakąkolwiek nieprzychylną opinie w odniesieniu do tej konkretnej historii przelanej na papier. Zainteresowany tymże właśnie fenomenem postanowiłem głębiej się temu przyjrzeć, co w efekcie zaowocowało wspaniałymi ośmioma godzinami z tą adaptacją.
Znalezione obrazy dla zapytania Star Wars: Zemsta Sithów
Przejdźmy jednak do meritum, czyli krótkiego omówienia tego, co uświadczymy w dziele pana Matthewa.

Po pierwsze, bardzo dobrze rozbudowane postaci ewoluujące w kolejnych częściach fabuły. Na sporą pochwałę zasługuje tutaj sposób, w jaki autor podszedł do wątku upadku Anakina Skywalkera, który de facto rozpoczął się już w chwili kiedy nasz bohater uśmiercił politycznego przywódcę Konfederacji Niezależnych Systemów Hrabiego Dooku, również Palpatine wypada na tym polu bardzo dobrze, ponieważ przedstawiony został nam tutaj jako dobrotliwy wujek troszczący się o dobro swojego podopiecznego, przez co coraz bardziej zdobywając jego zaufanie, nieuchronnie prowadzi go ku zgubie. Można by tutaj jeszcze wymienić kilku bohaterów jak np. Obi-Wan Kenobi - dobrotliwy mistrz stanowiący wręcz wzór idealnego rycerza Jedi, pozostaje bardzo przejęty losem swojego dawnego ucznia, którego wbrew swojej woli musi oszukiwać i prosić o zdradę bliskiej mu osoby. Czy też finalnie Padmé Amidala, dzielna pani senator, nieobawiająca się sprzeciwić działaniom Wielkiego Kanclerza, coraz bardziej oddalająca się od swego ukochanego z dnia na dzień przyznając przed sobą jak bardzo obcy się dla niej stał.

Po drugie, niebanalne często zaskakujące wątki, których zakończenie może nawet zdziwić. Idealnym tego przykładem jest sposób, w jaki Obi-Wan i Yoda wdarli się do Świątyni Jedi lub scena przeciągania młodego Anakina na drogę mroku, kiedy to prawie dostał we władanie cały system koreliański. Niestety tutaj też wspomnę o braku bitwy o Kashyyyk, którą autor specjalnie pominął, co jest moim zdaniem największym minusem całości fabuły.
Znalezione obrazy dla zapytania Star Wars: Zemsta Sithów
Po trzecie, interesujące rozważania filozoficzne. Tak wiem, jak to brzmi i dla większości ten punkt może być bardziej odpychający, ale już śpieszę z wyjaśnieniem. Chodzi tutaj w głównej mierze o sposób, w jaki ukazano aspekt między innymi niezmieniającego się od wieków Zakonu Jedi, jak również samej Mocy, zarówno tej jasnej, jak i ciemnej strony, tematy te są wręcz cudowne i jak najbardziej dające powód do długich dywagacji oraz rozmaitych rozmyślań.

Po czwarte, opisy, niewątpliwie jest to element czyniący tę adaptację tak wyjątkową. Autor bardzo starannie próbował oddać realia gwiezdnowojennej odległej galaktyki, co mu idealnie wręcz wyszło. Także samo przedstawienie walk wypada nadzwyczaj dobrze, bo, co ciekawe, zostały one napisane sposobem swej prezencji w Mocy, dlatego też nie będziemy musieli, się męczyć trzy strony z opisem jak dany bohater podniósł miecz i z gracją opuścił go na głowę przeciwnika.

Po piąte, humor. O tak, najlepsze zostawiłem na koniec, albowiem cała fabuła została pięknie przesiąknięta wszelkiej maści gagami, dowcipami czy też ostrymi, ciętymi ripostami. Najbardziej w pamięci utkwiła mi scena egzekucji Rady Separatystów, która była wręcz jednym wielkim teatrem czarnego humoru w wykonaniu Dartha Vadera. Dla niektórych zapewne może wydać się to nie smaczne, a tym bardziej nie na miejscu, ale przyznam szczerzę, że bez tego powieść wiele by straciła. 
Znalezione obrazy dla zapytania Star Wars: Revenge of the Sith vader and palpatine death star
A co do moich osobistych zaś odczuć muszę powiedzieć, iż bardzo dawno tak dobrze nie bawiłem się podczas lektury gwiezdnowojennej książki. Co prawda bywa ona miejscami ciężka i toporna, ale można to jak najbardziej przeboleć i brnąć głębiej w to cudowne dzieło.

Podsumowując, gorąco tę książkę wszystkim fanom polecam, chociaż należy do legend, a nie kanonu warto jest ją poznać, niezależnie od stopnia wiedzy na temat sagi. Niestety dość znacznym minusem pozostaje jej wygórowana cena (wahająca się od 39 do 56zł) oraz mocno ograniczona dostępność, nie mniej warto się w nią wyposażyć, jeżeli dysponuje się wolną gotówką.

Ogólna ocena: 9/10
Fabuła: 9,5/10
Postacie: 9/10

Szczegóły:
Tytuł: Star Wars. Część III: Zemsta Sithów 
Tytuł oryginalny: Star Wars. Episode III: Revenge of the Sith
Autor: Matthew Stover
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Wydawnictwo: Amber
Data premiery: 4 maja 2005
Liczba stron: 368
Oprawa: miękka
Cena: 29,80 PLN

W oczekiwaniu na Star Wars: Epizod IX: Wojny klonów - Karen Traviss

W oczekiwaniu na Star Wars: Epizod IX: Wojny klonów - Karen Traviss
Wojny klonów, serial animowany wywołujący wśród fanów istny huragan rozmaitych uczuć i opinii, od skrajnie negatywnych (głównie na początku jego emitowania) do skrajnie pozytywnych (zwłaszcza w końcowych sezonach). Te drugie są na tyle istotne, że niedawno pod dumnym hasłem #CloneWarsSaved postanowiono reaktywować i dokończyć serial, co zostało nam szerzej zaprezentowane na ostatnim Star Wars Celebration. Jednak wszystko to zaczęło się dość niepozornie, bo 10 sierpnia 2008 roku podczas światowej premiery półtora godzinnej animacji spod ręki Dave'a Filoniego, której papierowa wersja autorstwa Karen Traviss ukazała się na łamach wydawnictwa Del Rey 28 lipca 2008 roku. W Polsce natomiast  mogliśmy ją poznać dwa lata później, a dokładniej 17 sierpnia 2010 roku dzięki wydawnictwu Amber. umaczeniem zaś zajęła się nieoceniona Anna Hikiert.
Opis:
galaktyce szaleją wojny klonówSeparatyści pod wodzą hrabiego Dooku nie ustają w krucjacie przeciwko Republice. Lecz armia kanclerza Palpatine'a, złożona z żołnierzy-klonów walecznie stawia im czoło. Anakin Skywalker walczy u boku swego mistrza Obi-Wana Kenobiego. Na każdym kroku czyhają na nich niebezpieczeństwa, a wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w życiu młodego Jedi pojawia się wyznaczona mu na padawankę wścibska czternastolatka. Nie czas jednak na kwestionowanie decyzji Rady, bo trójka Jedi otrzymuje rozkaz wypełnienia niebezpiecznej misji, od której zależą losy wojny...
Przyznam szczerzę, nie spodziewałem się zbytnich rewelacji po tej pozycji. Oczywiście to, że została napisana przez, jak by nie patrzeć moim i wielu innych fanów zdaniem wybitną pisarkę, stanowiło spory plus, ale nie aż taki, aby zaważył na mojej opinii, która na szczęście została szybko zmieniona już po kilku pierwszych stronach. Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak bardzo zostali rozbudowani główni bohaterowie, od płytkich i niekiedy nudnych do interesujących oraz, co najciekawsze, przeżywających wewnętrzne rozterki pozwalające nam się lepiej z nimi zżyć. Szczególnie przychodzi mi tu na myśl przykład między innymi Jabby Hutta, potężnego gangstera, pozornie trzymającego w garści losy całej wojny, zaprezentowany został tutaj jako kochający oraz troskliwy ojciec pragnący jak najlepiej dla swojego syna Rotty. Również Anakin ukazany nam został jako bardzo dobry dowódca w pełni oddany swoim żołnierzom. Postać wiele zyskuje i widać, iż przeszedł sporą przemianę od czasu Ataku klonów. 

Niestety tego samego nie mogę powiedzieć o Obi-Wanie bardzo zepchniętym na dalszy plan. A skoro już o tym mowa to wypada mi tu wspomnieć również o Ventres, która, co niestety mówię z wielkim bólem serca, stanowi najgorszy element powieści. Powodem tego są jej rozterki w kółko kręcące się wokół jej mistrza i rodzimej planety, nie ma właściwie ani jednego momentu z tą postacią gdzie ten wątek nie zostałby poruszony. O niemalże jej miłości do jednego droida (tak tego szpiega z klasztoru) nawet nie wspomnę, bo to już czyste dno.

Co zaś się tyczy samej fabuły to, co ciekawe, wygląda nieco inaczej, aniżeli było to nam pokazane w samym filmie. Np. nie znajdziemy tu całego wątku Obi Wana, jak i również Padmé. Do tego walki na Christophsis oraz w klasztorze na Teth są o wiele dłuższe i dodatkowo nabierają one więcej sensu na podłożu strategicznym. Zabieg ten traktuję jako plus, bowiem pozwala on inaczej na to wszystko spojrzeć. Podobnie jak w innych adaptacjach tutaj także serwowane są nam dodatkowe sceny, których na próżno szukać w animacji. Wszystko to finalnie łączy się w jedną spójną całość, czyniąc z książki pozycję nad wyraz ciekawą oraz interesującą. 


Podsumowując, Wojny klonów to niewątpliwie bardzo dobra adaptacja, niebędąca jednak wolna od niekiedy nawet rażących wad. Jej sporym plusem, poza wymienionymi wyżej, jest to, że może spokojnie stanowić starter do poznania książkowego świata Legend, co w połączeniu z atrakcyjną ceną na rozmaitych aukcjach internetowych sprawia, że mogę ją polecić zarówno tym, którzy szukają czegoś ciekawego, jak i tym którzy dopiero poznają to fantastyczne uniwersum.


Ogólna ocena: 7/10
Fabuła: 7/10
Postacie: 7/10

Szczegóły:
Tytuł: Star Wars. Wojny klonów
Tytuł oryginalny: Star Wars. The Clone Wars
Autor: Karen Traviss
Tłumaczenie: Anna Hikiert
Wydawnictwo: Amber
Data premiery: 17 sierpnia 2010
Liczba stron: 288
Oprawa: miękka
Cena: 29,80 PLN
Copyright © 2016 Świat Star Wars , Blogger