📚 Imponujący świat, rozczarowująca historia? | recenzja książki Star Wars. Mace Windu: Szklana czeluść

Nigdy, kto nosił w sobie tak wiele, nie spotkałem, a jednocześnie był tak pusty. Albo był tak pusty, a jednocześnie nosił w sobie tak wiele. — mistrz Yoda
Po tym, jak Steven Barnes już w 2006 roku w swojej powieści Wojny klonów: Spisek na Cestusie  skupił się na jednym z wielkich Jedi z odległej galaktyki - Obi-Wanie Kenobim, niemal 20 lat później przyszła kolej na Mace'a Windu. W powieści Mace Windu: Szklana czeluść autor wysyła go na odległą planetę Metagos, gdzie trwa konflikt pomiędzy mieszkańcami i klanami świata. To właśnie w samym centrum tych wydarzeń znajduje się Jedi dzierżący fioletowy miecz świetlny. Dlaczego licząca ponad 500 stron powieść Barnesa zachwyca kreacją świata, ale ostatecznie pozostawiła mnie z poczuciem rozczarowania, przeczytacie w poniższej recenzji.
Opis dostarczony przez wydawnictwo:
By wypełnić ostatnią wolę Qui-Gona, mistrz Jedi Mace Windu wyrusza na niebezpieczną, odległą planetę z misją, która stanowi wyzwanie nawet dla jego waleczności.

Jedi próbują się otrząsnąć po nagłej śmierci Qui-Gona Jinna z rąk Sitha. Odczucia mistrza Jedi Mace’a Windu względem Qui-Gona zawsze były ambiwalentne – a śmierć mężczyzny niczego nie ułatwiła. Choć często się spierali, Mace cenił Qui-Gona za wyjątkową perspektywę, a wspólne oddanie Mocy czyniło z nich sojuszników. Brak Qui-Gona i jego nieortodoksyjnych poglądów sprawia, że Mace czuje się wytrącony z równowagi.

Gdy mistrz zastanawia się nad dziedzictwem utraconego przyjaciela, ku swojemu zdziwieniu otrzymuje od niego wiadomość, nagraną na wypadek śmierci. Ujawnia ona ostatnią wolę zmarłego: prośbę o pomoc planecie Metagos, znajdującej się na Zewnętrznych
Rubieżach.

Przed wieloma laty gwałtowny rozbłysk słoneczny zamienił powierzchnię pustynnego świata w promieniotwórczą zeszkloną czapę – równie piękną, co niebezpieczną. Teraz ocalali mieszkańcy w większości żyją pod ziemią, gdzie zwaśnione klany walczą ze sobą o kontrolę nad ograniczonymi zasobami. Jako młody Jedi, Qui-Gon opowiedział się po stronie klanu Sa’adów przeciwko bardziej bezwzględnym frakcjom. Sa’adowie praktykują sztukę Chan-Dree – śnią na jawie, by komunikować się i współistnieć z dzikimi istotami wokół nich. Qui-Gon poprzysiągł, że powróci, jeśli klan będzie potrzebował jego pomocy, ale teraz spełnienie tej obietnicy przypada w udziale Mace’owi. Przywódczyni Sa’adów, KinShan Nightbird, wystosowała błagalną prośbę, by Jedi pomógł wyzwolić Metagos z rąk przywódców gangów, zagrażających tradycjom jej ludu.

Zdeterminowany, by wypełnić ostatnią wolę Qui-Gona, Mace udaje się na Metagos i infiltruje wrogów Sa’adów. Jednak w miarę jak stopniowo rozpracowuje misterną sieć adwersarzy i sojuszników, czuje, że musi działać na granicach kodeksu Jedi, a jego wierzenia i sama więź z Mocą są poddawane próbie.
Zakochany w worldbuildingu
Czego brakowało mi w niektórych innych powieściach ze świata Star Wars, to żywego, przekonującego worldbuildingu. Planety i miejsca akcji często wydawały się zamienne oraz niedostatecznie rozwinięte. W Mace Windu: Szklana czeluść nie ma jednak o tym mowy. Barnes poświęca całe strony na szczegółowe opisy miejsc, struktur społecznych, mieszkańców czy nawet lokalnych stworzeń.

Brzmi to początkowo jak ogromna zaleta i rzeczywiście nią jest, przynajmniej w pierwszej części powieści. Niestety z czasem ta fascynacja autora własnym światem wymyka się spod kontroli. Choć doceniam dbałość o szczegóły oraz sposób, w jaki Barnes rozbudował Metagos, główne miejsce akcji książki, to jego zamiłowanie do opisywania stworzonego świata nigdy nie zostaje podporządkowane głównej fabule. Szczególnie środkowa część książki staje się przez to wyjątkowo rozwlekła i nużąca.

Autor zbyt często zatrzymuje się przy rytuałach, obrzędach czy opisach otoczenia, które niestety w niewielkim stopniu wpływają na rozwój fabuły. Dopiero pod koniec historia nabiera nieco tempa. Pozostaje jednak pytanie: czy tak szczegółowo wykreowany świat rzeczywiście wywołuje charakterystyczne „uczucie Star Wars”?


Czy to jeszcze Star Wars?
Po premierze książki wielokrotnie spotykałem się z opiniami fanów, że Szklana czeluść „nie czuje się jak Star Wars”. Oczywiście jest to bardzo subiektywna kwestia i każdy ma własne wyobrażenie o tym, czym powinny być Gwiezdne wojny. Po lekturze muszę jednak przyznać, że częściowo rozumiem tę krytykę.

Nazwiska takie jak KinShan Nocny Ptak czy Vin Vin Słoneczny Upadek, które Barnes nadał mieszkańcom Metagos, również u mnie wywoływały zdziwienie. Szczerze mówiąc, nawet po zakończeniu książki trudno było mi się do nich przekonać. Nie są to jednak elementy, które same w sobie psują całą powieść.

Sama planeta Metagos, mimo niezwykle szczegółowych opisów, sprawiała na mnie początkowo wrażenie świata mało charakterystycznego dla Star Wars. Nie dlatego, że nie pojawiają się tutaj znane elementy kanonu, co akurat uważam za zaletę, ale dlatego, że instynktownie bardziej kojarzyła mi się z innymi seriami science fiction, takimi jak Star Trek czy Diuna.

Nie ułatwiały lektury także liczne rytuały śpiewu i tańca oraz wątek romantyczny, który w mojej opinii był dla całej historii całkowicie zbędny. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wiele z tych elementów nie było koniecznych. Niektórym czytelnikom książka może się również momentami wydać zbyt mocno nacechowana duchowością. Trzeba jednak oddać Barnesowi, że próbował wprowadzić do odległej galaktyki coś nietypowego i oryginalnego.

Jeśli chodzi o samego Mace'a Windu, postać przecież doskonale znaną zarówno z sagi, jak i całego uniwersum, do samego końca nie potrafiłem jednoznacznie ocenić, czy autor właściwie uchwycił jego charakter. Barnes podejmuje próbę pogłębienia bohatera, pokazuje nawet fragmenty jego dzieciństwa, jednak moim zdaniem nie wnosi niczego naprawdę nowego ani istotnego do kanonu.

Nieco zaskoczyła mnie również sugestia, że Qui-Gon Jinn i Mace Windu mieli być tak bliskimi przyjaciółmi. Mimo to sam Jedi z fioletowym mieczem świetlnym sprawiał wrażenie dobrze znanej postaci, a motyw dobrowolnego lub wymuszonego wyboru drogi Jedi okazał się całkiem interesujący. Ostatecznie jednak wszystko to, zwłaszcza pod koniec książki, pozostaje zbyt powierzchowne.
Dobry pomysł, słabe wykonanie?

Znacznie bardziej przypadły mi do gustu krótkie retrospekcje, często wywoływane podczas duchowych rytuałów, dzięki którym trafiamy do wydarzeń rozgrywających się krótko po Mrocznym widmie, gdzie ponownie spotykamy Anakina, Yodę oraz samego Mace'a Windu.

Te sceny, podobnie jak krótki rozdział otwierający książkę, przedstawiający przeżycia Mace'a podczas pogrzebu Qui-Gona, stanowią bardzo potrzebne urozmaicenie wobec niestety mało angażującej głównej historii rozgrywającej się na Metagos. Zdecydowanie chciałbym przeczytać więcej właśnie takich fragmentów.

Sam pomysł na bardziej kameralną, skoncentrowaną na bohaterze powieść uważam za bardzo dobry. Barnesowi nie udało się jednak stworzyć naprawdę interesujących postaci ani przekonać mnie, dlaczego konflikt klanów, frakcji i poszczególnych poziomów Metagos miałby zajmować mnie przez setki stron.

Niestety niemal z żadnym bohaterem nie potrafiłem się utożsamić. Mace Windu z zachwytem przemierza kolejne poziomy Metagos, a ja miałem ochotę powiedzieć mu jedynie: „Naprawdę? To aż tak cię fascynuje?”. Najbardziej zapadła mi w pamięć właściwie tylko Chulok, postać o podwójnej osobowości, który pod koniec książki stacza z Mace'em wyjątkowo sztucznie przeciągnięty pojedynek.

Chaotyczni byliście. Dyscypliny potrzebowaliście. Nawet dziś potraficie być frustrujący. - mistrz Yoda
Podsumowanie
Mace Windu: Szklana czeluść to, mimo kilku ambitnych pomysłów, bez wątpienia bardzo powolna i momentami nużąca powieść ze świata Star Wars, której przeczytanie zajęło mi kilka miesięcy. Nie wynika to jednak z braku umiejętności pisarskich Stevena Barnesa. Problemem jest raczej to, że autor zbyt mocno skupia się na szczegółach dotyczących Metagos, przez co główna historia staje się mało angażująca i ostatecznie pozbawiona większego znaczenia.

Nie nazwałbym tej książki całkowitą porażką, jednak przez przeciętnie napisanych bohaterów oraz mało emocjonującą fabułę wyraźnie rozminęła się z moimi oczekiwaniami, a te przed rozpoczęciem lektury i tak nie były szczególnie wysokie.

A teraz czas na Was! Co sądzicie o Mace Windu: Szklana czeluść? Czy sceneria Metagos bardziej Was wciągnęła? Koniecznie podzielcie się swoją opinią w komentarzach.

Dziękuję wydawnictwu Olesiejuk za przekazanie egzemplarza recenzenckiego.

Szczegóły wydania:
Tytuł: Star Wars: Mace Windu: Szklana czeluść
Tytuł oryginalny: Star Wars: Mace Windu: The Glass Abys
Autor: Steven Barnes
Tłumaczenie: Krzysztof Kietzman
Wydawnictwo: Olesiejuk
Data premiery: 25 lutego 2026
Liczba stron: 512
Oprawa: miękka ze skrzydełkami 
Cena: 49,99 PLN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziel się z nami swoją opinią na temat wpisu!

Niech Moc będzie z Tobą!

Copyright © 2016 Świat Star Wars , Blogger